Skrawki stycznia – 2019

Długo zastanawiałam się czy tego typu treści, jak podsumowania minionego miesiąca, cele na najbliższy, są na tyle ciekawe by je dla Was pisać. Szybko jednak doszłam do wniosku, że w blogowaniu nie zależy mi tylko na osiąganiu super statystyk (choć to też jest miłe), ale też na mojej przyjemności. Takie podsumowania zawsze popychają do przodu. Osobiście przy tego typu tekstach mam chwilę na to, aby zastanowić się  i docenić, co miłego mnie spotkało w ostatnim czasie. Mam też moment aby pochylić się nad sprawami, które nie wyszły. Jak wiemy, nie zawsze musi być super kolorowo.

Dlatego też postanowiłam, że zmienię trochę formułę dotychczasowych tekstów z serii TU I TERAZ, na SKRAWKI. Skrawki czyli krótkie, małe wycinki mojej codzienności, włożone w blogowy album, które pozwolą mi podsumować miniony miesiąc i spojrzeć z perspektywy na to co się działo. Tak więc co piszczało w trawie w styczniu?

#styczeńtrudności

W połowie stycznia okazało się, że jestem ofiarą noworocznych postanowień, systemu nowych początków, białych kartek itp. Choć sama lubię te wszystkie świeże starty, początki miesiąca, tygodnia, to jednak funkcjonując w świecie social media, zauważyłam że łapię doła. Wszystkim wszystko wychodzi, a mi nie!

Styczeń był trudny – zarówno pod kątem zawodowym, ale także prywatnym. Nie zawsze udawało mi się powściągnąć emocje. Jedna wielka sinusoida. Od euforii po dolinę. Kiedy już wydawało mi się, że wychodzę na prostą, wpadałam na kolejne przeszkody. I tak cały miesiąc. Podczas gdy niektórzy mieli #styczeńwdzięczności, ja miałam #styczeń trudności. Czego się nie dotknęłam, to s…. Jak to się zwykle mawia. Dopełnieniem stycznia, był fakt kradzieży kasy z mojej firmowej karty, za pośrednictwem dziwnego tworu z Irlandii, który podszywa się pod Facebooka.

Jeśli korzystacie z systemu reklam na Facebooku, to uważajcie na pobrania początkowo drobnych kwot z karty debetowej, niby na rzecz Facebooka. Koniec końców okazało się, że to nie płatności za reklamy. Niestety do dzisiaj nie wiem co to jest. Facebook sprawdza, kto śmie podszywać pod ich instytucję. Karta w banku dawno zastrzeżona, a ja jestem uboższa o trochę złotówek, które można byłoby spożytkować zdecydowanie lepiej. Sprawa była o tyle dziwna, że za reklamy zawsze płacę systemem PayPal, a tu dziwnym trafem płatność poszła z karty.

Co ciekawe – okazało się, że Facebook potrafi w naprawdę szybki sposób skontaktować się z użytkownikami Menedżera reklam. Wystarczyło, że podpięłam się na facebookowy czat, który jest dostępny z poziomu Managera w prawym dolnym rogu. Zakładka nazywa się ZGŁOŚ PROBLEM. Po wybraniu opcji Uzyskaj pomoc, zostałam przekierowana na stronę z plikami pomocy. W dolnej części strony pojawił się baner „Znajdź odpowiedzi lub skontaktuj się z działem pomocy”. Po kliknięciu Rozpocznij możesz wybrać temat pomocy, a następnie wybrać opcję czatu przedstawiciela Facebook. Bardzo miła Pani porozmawiała ze mną na czacie, po czym poprosiła mnie o numer telefonu i skonsultowałyśmy sprawę w rozmowie telefonicznej. Aktualnie sprawa jest w trakcie wyjaśniania. Nie mniej jednak jestem mile zaskoczona pomocą jaką uzyskałam, a Wam zalecam czujność, jeśli korzystacie z systemu reklam na Facebooku.

Jak widać, nie bez powodu moich słówkiem na 2019 rok zostało COPE, czyli dać sobie radę. Ewidentnie styczeń przetestował mnie pod kątem doboru przewodnika na ten rok. Co to będzie dalej?

Cuda za rogiem

W połowie stycznia, kiedy miałam już naprawdę dość nowego roku i wszystkich hurra optymistycznych treści, że super hiper, życie usłane różami, trafiłam na książkę Cuda za rogiem, która pozwoliła mi się trochę ogarnąć. Bardzo szybko przypomniałam sobie zasadę, która stała mi się być bliska już bardzo dawno, ale o niej zapomniałam. Każdy dzień może być Twoim nowym początkiem. Każdy. Poniedziałek czy środa. Nie ważne. Codziennie masz szansę zrobić w swoim życiu coś genialnego lub nie zrobić nic. Masz wybór.

Tej prawdzie i wielu innym, płynącym z tej niesamowitej książki, poświęciłam osobny wpis, który znajdziecie tutaj. Jeśli miewacie chwile zwątpienia, życiowe przeciwności to warto po nią sięgnąć.

Co w bazgrołkowym świecie?

Ponieważ Bazgrołki, mój sklep internetowy z papierem i prezentami, jest aktualnie bardzo dużą częścią mojego życia, postanowiłam co miesiąc dawać znać co w bazgrołkowym świecie słychać. A dzieje się naprawdę dużo!

W połowie miesiąca do asortymentu dołączyła rodzina produktów Edding! Na sklepowych półkach znajdziecie popularne brush peny, pisaki pędzelkowe oraz pisaki do kaligrafii. Sama zaczęłam mocniej bawić się w kaligrafię, dlatego tym bardziej się cieszę z nowych produktów do testowania. To jednak nie koniec!

Nareszcie są! Arkusze z naklejkami, w stylu notesów z kolekcji Express Yourself. Mają nie tylko ozdabiać bullet journale i plannery, ale być pomocą dla tych, którzy nie mają czasu na rysowanie tabelek, znaczników. Tylko zobaczcie jakie ładne!

W lutym szykuje się nowy projekt w moim papierniczym świecie. Mogę zdradzić, że pojawi się kolejna rodzina super kreatywnych produktów. Wejście tej  rodziny na bazgrołkowe salony będzie też początkiem ciekawej inicjatywy, skierowanej do dzieci i rodziców. O szczegółach będę informować na bieżąco na naszym fanpejdżu i instagramie. Obserwujcie nas!

 

Styczeń był filmowy!

Poza szeregiem styczniowych trudności, były też rzeczy przyjemne! Dawno nie mieliśmy z mężem tak filmowego miesiąca. Nie jesteśmy wielkimi kinomaniakami więc dwa w całości obejrzane seriale plus kilka filmów to dla nas wyczyn.

Zaczęło się do ekranizacji książki Mroza, czyli słynnej Chyłce. O ile byłam bardzo zadowolona z obsadzeniem w głównej roli Magdy Cieleckiej, o tyle sama ekranizacja trochę mnie rozczarowała. Może to efekt przeczytanych książek i wyrobionego już obrazu? Nie wiem… Na pewno obejrzę ekranizację raz jeszcze, jak tylko trafi do ramówki TVN (póki co można ją obejrzeć po wykupieniu płatnego dostępu do TVN Player). To, co bardzo mnie przyciąga w stronę tej realizacji, to postać Zordona, którego gra Filip Pławiak. Nie mam zastrzeżeń. Jestem zadowolona, bo tak właśnie wyobrażałam sobie książkowego aplikanta!

Potem poszliśmy w grubsze kryminalnie tematy – Ślepnąc od świateł. I powiem tak – pierwsze trzy odcinki totalnie mnie znudziły. Kolejne cztery wgniotły w fotel, a ostatni totalnie rozczarował. Główna postać  czyli warszawski diler Kuba to według mnie rola zagrana fenomenalnie.  Jak na fakt, że mamy do czynienia z debiutantem Kamilem Nożyńskim to osobiście jestem zachwycona. Rozumiem jednak głosy, że jest beznadziejny, bo sama czasami łapałam się na przekręcaniu oczami, kiedy Kamil otwierał usta. Nie mniej jednak w ogólnym podsumowaniu daję 9 na 10. Sama historia? W sumie jest smutna, bo pokazuje jak pieniądze potrafią zgubić człowieka.

Widzimy zepsuty, mroczny świat gangsterów, celebrytów, narkomanów i dilerów. Cały serial pachnie stęchlizną starych, warszawskich kamienic. Na każdym rogu czai się bród i zgnilizna świata. Bywają momenty, że brzydzisz się obrazem i zastanawiasz czy tak jest naprawdę. Niewątpliwie ciekawa ekranizacja książki Żulczyka, choć po treść pisaną nie zamierzam wcale sięgać. Czy zobaczymy jeszcze Nożyńskiego na ekranie? Mam nadzieję, że tak bo to jak odegrał rolę Kuby, pokazuje tylko że potrafi nieźle wejść w rolę. Ciekawa jest sama konstrukcja głównego bohatera, którego nie da się nie lubić od pierwszych scen (nawet mimo fachu jaki wykonuje), a który rozczarowuje i zawodzi odbiorcę w najmniej oczekiwanym momencie.

I ostatnia pozycja warta uwagi w styczniu to Morderstwo w Orient Expressie. Choć historia Agathy Christie jest dobrze znana fanom powieści kryminalnych, to na pewno nie jeden z nich przyjemnością usiadł przed ekranem. Całość ogólnie jakoś nie porywa, ale… diabeł tkwi w szczegółach i absolutne szapoba za kostiumy i scenografię! Film oglądało mi się tak przyjemnie, że momentami zapominałam o fabule, bo zachwycały mnie obrazy. Barwne kostiumy i piękne obrazy. To mnie zachwyciło. Choć film przypominał mi raczej produkcję dla dzieci, aniżeli historię Christie, to mimo wszystko polecam, by nacieszyć oko.

 

Świadoma rezygnacja

Styczeń bardzo zweryfikował moje plany, cele i postanowienia na Nowy Rok. Mimo, że staram się być optymistką to realizm w życiu też jest wskazany. Ambitne plany to jedno, życie to drugie. I dzisiaj już wiem, i przyjmuję to z pokorą, że część rzeczy, o których myślałam pod koniec roku, na pewno w 2019 nie wypali. Świadomie rezygnuję z niektórych projektów lub działań, które teoretycznie miały mnie rozwinąć i pchnąć dalej, a praktycznie mnie zdołowały, bo nie miałam na nie czasu.

Mam tu na myśli głównie sferę bloga, moje działalności związanej z Bazgrołkami i kilkoma zawodowymi projektami, których zwyczajnie w świecie nie ruszę, bo doba ma 24 godziny. Moim celem nie jest zajechanie się, by na koniec roku stwierdzić, że rzucam to wszystko i jadę w Bieszczady. Moim celem na ten rok jest świadome rezygnowanie z rzeczy, na które nie mam czasu, bez wyrzutów sumienia.  Mimo, że od pomysłów czasami puchnie mi głowa to nie ma sensu łapać stu srok za ogon. W tym celu stworzyłam sobie również tzw. parking pomysłów, o którym więcej jeszcze napiszę. W skrócie powiem, że jest to miejsce w którym lądują wszystkie moje koncepcje i plany do zrealizowania lub… do zweryfikowania przez życie.

Świadoma rezygnacja dotyczy także strefy prywatnej. Pierwszy raz w życiu mam poczucie, że działam totalnie w zgodzie ze sobą. Jeśli w danej sytuacji, towarzystwie nie czuję się komfortowo, to nie szukam problemu tylko w sobie. Wycofuję się, by móc z boku spojrzeć i ocenić, co mi nie pasuje. Staram się nie naginać ani siebie, ani otaczającej mnie rzeczywistości, tylko dlatego że coś wypada. Stawiam po prostu na siebie.

Plany na luty?

Ruszam z nowymi tekstami dotyczącymi bullet journal, które mam nadzieję że przypadną Wam do gustu. Wymagają one ode mnie sporo przygotowań, ale liczę że już za tydzień pojawi się pierwszy z nich i przyjmiecie je ze sporym entuzjazmem. Być może uda się stworzyć z tego cykl, a docelowo zamknąć cały cykl w formie ebooka. Trzymajcie kciuki!

Ponadto czeka mnie krótki, zimowy wypad w góry i wizyta w czeskiej Pradze. Niezmiernie się na to cieszę i nie mogę się już doczekać naszego wyjazdu na ferie.

Po wyczerpującym i trudnym styczniu, głównym planem na luty jest chęć robienia wszystkiego z miłością. Po prostu…

 


Jak Wam minął styczeń? Co udało Wam się ciekawe zrobić, a co nie wyszło? Jakie macie plany na luty? Podzielcie się w komentarzach.

PS. Życzę Wam miesiąca pełnego miłości!

1 Comment

  1. Szyciownik

    12 lutego 2019 at 17:29

    Cześć,
    Powodzenia w realizacji planów! Widać nawet w tak dobrze zorganizowanym Facebooku mogą się znaleźć naciągacze. Ech, trzeba uważać. Oby luty był dużo lepszy 🙂
    Pozdrawiam,
    Kasia

Dodaj komentarz

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com