Po co ludziom hejt?

Kiedy po kilku miesiącach prowadzenia bloga, dopadł mnie kryzys twórczy, pożaliłam się siostrze, że zamykam ten kram, bo nawet nie odczuwam uwagi hejterów. Potem naszło mnie przekonanie, że naprawdę trzeba być sławną i rozchwytywaną, aby komuś podpaść. Dzisiaj wiem, że ani jedno ani drugie ma się nijak do rzeczywistości, bo hejtera możesz spotkać zawsze i wszędzie, niezależnie od tego jak długo i jak bardzo działasz w sieci. 

Jeśli obserwujecie fanpejdż Dziewczyny z agencji to wiecie, że zdarza mi się wrzucać na niego posty, które zaczynają się najczęściej od słów „Ten moment kiedy…”. Są to posty związane najczęściej z wpadkami w mojej pracy. 

Całkiem niedawno podczas służbowej rozmowy telefonicznej z jednym ze swoich dostawców, zamiast pożegnać się na koniec jak normalny człowiek, powiedziałam „dziękuję, buziaczki”. Bardzo mnie to rozbawiło, bo musiałam być myślami totalnie gdzie indziej, że wypaliłam te całe buziaczki. Śmieszne, nie śmieszne, mnie rozbawiło i wrzuciłam na ten temat post na swoją tablicę. Nie był to pierwszy raz, kiedy opisywałam w dwóch zdaniach życie codzienne Handlary. 

Aby dotrzeć do szerszego grona odbiorców, postanowiłam że oddam krwawicę Markowi Z. i wypromuję trochę post. Taka rzeczywistość, że trzeba szczęściu pomóc. Może ktoś pośmieje się ze mną, a kto inny nawet utożsami. Reakcji było sporo – ktoś w ciągu dnia mówił klientom dobranoc, inny stwierdził że w tym smutnym świecie „buziaczki” mogą rozładować atmosferę. Post zebrał sporo lajków, co w sumie bardzo mnie ucieszyło, aż pewnego pięknego dnia pojawił się komentarz…

Postanowiłam na niego zwyczajnie nie reagować. Nie lubię wdawać się w pyskówki. Nie jest to w moim stylu. Ot kogoś mój dialog nie rozbawił. Życie. Nie pójdę się przez to pokroić. Jednak za namową koleżanek, które uznały że i na takie komentarze warto odpowiedzieć, w żartobliwy w sumie sposób, z dystansem w końcu odpowiedziałam. 

Niestety mojej komentatorce odpowiedź się nie spodobała, jak zapewne się domyślacie. Obstając twardo przy swoim napisała mi, że takich żartów to ja do sieci wrzucać nie powinnam, bo zaśmiecam fejsbukowe tablice. Dodała również, że to jej dobra wola że zwraca mi uwagę, abym na przyszłość nie wrzucała takiego „gówna”. 

W sumie to przykre, że ktoś ocenia całą Twoją pracę na podstawie jednego wpisu, który w opinii tej osoby nie był śmieszny. Kilka osób wdało się w dyskusję, całkiem słuszną i konstruktywną, bo od kiedy to każdego musi śmieszyć to samo? Moja ciocia kocha filmy z Louisem de Funes. Ja osobiście ich nie znoszę, ale czy to wystarczający powód aby nazwać te filmy „gównem”?

W cieniu całej tej historii powstaje pytanie – po co ludziom hejt? Oczywiście ktoś może powiedzieć, że to wcale nie był hejt, bo nikt mnie nie zmieszał z błotem. To prawda, ale wciskanie ludziom na siłę i przekonywanie do tego, co powinno ich śmieszyć a co nie, a ponadto uznanie, że coś jest „gównem”, jest poniżej krytyki. 

Więc po co ludziom hejt?

Aby usprawiedliwić to, czego sami nie robią

Być może moja komentatorka ma tak samo nieśmieszne żarty jak ja, jednak wstydzi się je pokazać światu? Potem wchodzi na fejsbuka i widzi, że takie żarty dostają lajki i denerwuje się, że to nie jej humor bawi ludzi?

Aby poczuć się zauważonymi 

Być może ludzie czują się niezauważeni w pracy, wśród znajomych, w rodzinie? Bardzo często osoby, które decydują się obrażać innych w sieci to ludzie, którzy chcieliby być zauważeni i docenieni. Hejt jest sposobem odreagowania na problemy z brakiem własnej wartości. 

Aby dostarczyć sobie rozrywki

Być może ludziom nudzi się w pracy. Może mają nudne towarzystwo i aby dostarczać sobie emocji, chodzą i hejtują ludzi w internecie?

Bo wydaje im się, że są pępkami świata i ich racja zawsze musi być na wierzchu

Smutne, ale prawdziwe. W kontekście mojego ostatniego tekstu To my Polacy, nie powinnam być zdziwiona i mam taką refleksję, i przesłanie – ja sobie z takimi sytuacjami póki co radzę, ale czy masz świadomość, że na świecie mogą być osoby, które ze złym słowem sobie nie poradzą?

Do przemyślenia!

PS. Tego samego dnia, w którym poznałam swojego hejtera, Michalina Grzesiak, znana z bloga Krystyno nie denerwuj matki, zamieściła taki oto wpis na swoim Instagramie. Jak widzicie hejt w sieci to powszechny problem i tylko my, użytkownicy Internetu, możemy coś z tym zrobić. #hejtujeszwylatujesz 

 

Photo by Matthew Henry on Unsplash

1 Comment

  1. PsychoLogikaa

    9 września 2018 at 18:45

    Niektórzy ludzie mają tak smutne życie,że w ramach rozrywki hejtują,sprawia im to przyjemność. Nie jest to dojrzała postawa,nie ma w tym nic dobrego,ale cóż.. Na pewno nie warto się przejmować hejtem, nie mylić hejtu z krytyką (bo często próbuje się jedno drugim nazywać,błędnie) i robić swoje 😉 Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com