Klucz do wewnętrznej siły, czyli historia na pierwsze urodziny bloga.

Dzieci miewają rozdmuchane marzenia. Jak sobie przypomnę kolegów z podstawówki to większość chciała zostać policjantami, strażakami, lekarzami i prawnikami. Życie bardzo szybko zweryfikowało ich plany i w większości przypadków ich zawodowa droga skręciła w zupełnie inną stronę niż kierowały marzenia.

W kategorii dziecięcych marzeń o swojej przyszłości, dzisiaj nic się nie zmieniło. Choć mam wrażenie, że dzieci XXI wieku mają większą wyobraźnię albo bardziej rozdmuchane ego.  Na przykład syn mojej koleżanki chce zostać Justinem Bieberem, choć jeszcze całkiem niedawno miał aspiracje aby zostać jutuberem. I ja ten wybór szanuję. Z kolei córka znajomych będzie baletnicą, leczącą chore koty. Tak trzeba żyć!

Ja na tle tych dzieci z przeszłości i dzieci nowej ery wypadam naprawdę blado. Odkąd pamiętam chciałam zostać… sprzątaczką. Niezbyt wydumane jak na już sfeminizowany wtedy świat, ale prawdziwe. Tak sobie myślę, że gdybym dzisiaj była tą samą małą dziewczynką i widziała na jakim sprzęcie pracują panie odpowiedzialne za porządek w warszawskim Mordorze, to na bank dopięłabym swego. A tak – nie miałam motywacji aby sięgać po zwykłą szczotką. Z resztą jak to mama mówiła? Stworzona jesteś dziecko do celów wyższych.

Właśnie – bo od dziecka wtykają Ci do głowy, że powinieneś być ważny, że musisz odnieść sukces. A co jeśli ja faktycznie lubiłam sprzątać? Przy moim poziomie rozwodzenia się nad światem powinnam zostać filozofem, ale to też mi nie wyszło. Powiedziałabym nawet, że i skutecznie mnie zniechęciło, kiedy na pierwszym roku studiów wyleciałam z hukiem z gabinetu profesora Mikołejko z pałą w indeksie. Jak teraz spojrzę z perspektywy czasu na swoje życie i dokonywane w nim wybory, to czasami wydaje mi się że pytanie 8 letniego dziecka – kim chce zostać w przyszłości – jest wielce niestosowne. Bo skąd my mieliśmy wtedy to wiedzieć!

Kiedy dorosłam i teoretycznie stałam się już ważna, bo skończyłam studia i miałam pracę na etacie, doszłam do wniosku, że miarą sukcesu jest zgoła coś innego niż „dobra” praca. Sukcesem nie okazał się również powszechny kult stabilizacji, rozumianej jako mieszkanie na swoim, praca w korporacji i zasobny portfel.

Mamy kryzys, kryzys, kryzys!

Odkąd przyjechałam do Warszawy (2006 rok) zmieniałam pracę kilka razy. Z czego to wynikało? Najczęściej z zbyt niskiego wynagrodzenia i niezadowolenia na płaszczyźnie szef-pracownik. Nie czułam się wystarczająco wolna i swobodna w działaniu. Miewałam  związane ręce i uderzałam głową w ścianę. Przywiązując się zbytnio do spotkanych przeszkód, traciłam motywację i sens dalszej pracy.

Ilu z nas czasami myśli – nie mogę odmówić przyjaciółce pomocy, bo pomyśli że nie jest dla mnie ważna? Nie mogę odmówić szefowi, bo pomyśli że odpuszczam pracę i zechce mnie zwolnić. Ile razy zakładamy maski, aby na zewnątrz, dla świata pokazać się jako ktoś, kim tak naprawdę nie jesteśmy?  Ile razy odczuwamy w działaniu napięcie, jakbyśmy robili coś wbrew własnej woli?

Kilka miesięcy temu zauważyłam w swoim zachowaniu ewidentny brak luzu. Miałam ciągłe pretensje do świata i zaczęłam traktować życie jako przeciwnika, a nie partnera. Uznałam, że zmierzam w złą stronę i nie poznaję sama siebie. Bo skoro zdarza Ci się pokłócić z ludźmi w kolejce do sklepowej kasy, choć zazwyczaj tego nie robisz, to wiedz że diabeł się tobą zainteresował 🙂

Zaczęłam tracić swoją swobodę i nie byłam autentyczna. Ani w pracy, ani wśród znajomych. Zaczęłam myśleć, że coś ze mną nie tak. Niby wszystko dookoła jest dobrze, a ja czułam się jak najgorszy użytkownik życia, niewdzięczny, źle nastawiony i do dupy.

Klucz do wewnętrznej siły

Po kilku miesiącach walki z samą sobą, kiedy to mój poziom stresu wszedł na etap izolowania się i ucieczki od ludzi, uznałam że czas na zmiany. Zmiany, które przerażały mnie na samą myśl, a których dokonać musiałam aby wrócić na właściwe tory. Ktoś mógłby powiedzieć  – znowu zmieniasz swoje życie, ale owa zmiana okazała się być kluczem do uzyskania wewnętrznej siły, której nigdy nie mogłam w sobie odnaleźć. Owa zmiana nie wynikała z głębokiego niezadowolenia wobec jakiś konkretnych aspektów życia, a z poszukiwania własnej drogi. I dzisiaj już wiem, że nie warto jest zamknąć się w pudełku i otoczyć kokonem bezpiecznej strefy komfortu, bo człowiek ciągle ewoluuje.

Kiedyś myślałam, że bycie wolnym człowiekiem oznacza bycie singlem, pracowanie na swoim albo uciekanie w góry aby poczuć wolność. Dzisiaj wiem, że wolność to umiejętność dokonywania swoich wyborów, a nie czyiś. To podejmowanie swoich decyzji i branie za nie odpowiedzialności. Wolność to umiejętność mówienia nie i umiejętność pozostania prawdziwym i autentycznym, nawet tam gdzie panują  zasady inne od tych, które wyznajemy.

W obliczu tej definicji wolności odnajdziesz w sobie klucz do wewnętrznej siły. Zaczniesz patrzeć na życie realnie, ale z dozą pozytywnych wibracji. Będziesz brać odpowiedzialność za to co mówisz i robisz, ale jednocześnie będziesz uczciwy wobec siebie. Pozostając w takiej postawie będziesz potrafić przyjmować przeciwności losu.

Na samym końcu okazuje się, że sukcesem jest, jeśli po drodze do stabilizacji i dobrego życia, zachowasz w sobie człowieka, a nie będziesz lalką w teatrze, która codziennie zakłada inną maskę.

W dzisiejszej historii jadę truizmem, uznając że zmiany są człowiekowi potrzebne. Podsumowując jednak ostatnie miesiące swojego życia uznaję, że zbyt często zapominamy, że zmiany to nie efekt naszych porażek i przeciwności. To czasami naturalna kolej rzeczy, na drodze do prawdziwego szczęścia i zgody z samym sobą.

Dokąd zmierzam?

Od 1 października nie jestem już Dziewczyną z agencji XYZ, ale nadal jestem Dziewczyną z agencji, którą poznaliście jako człowieka, dzięki moim tekstom na blogu. Dzisiaj mija dokładnie rok odkąd założyłam bloga. Był to rok niesamowitych wrażeń i małych sukcesów, które odniosłam decydując się na wyjście do świata.

Jak się okazało, był to też początek ogromnych zmian w moim życiu na polu zawodowym, które nadal być może są wielką niewiadomą, ale nabierają kształtu. Skręciłam w życiu totalnie w lewo i z przyjemnością i pewną dozą niepewności spoglądam w przyszłość.

 

– Siedzę w więzieniu, Chyłka – odparł.

– Jak każdy. Dla ciebie więzieniem jest Rakowiecka, dla innych strach przed tym, co się o nich myśli, dla jeszcze innych maski, za którymi kryją się przed całym światem.

 

Nie zakładajcie masek. Największa siła tkwi w Waszej autentyczności. Pozwólmy na bycie sobą…

 

2 komentarze

  1. Fausto Coppi

    3 października 2018 at 11:05

    Fajnie napisane i bardzo osobiste ! Powodzenia, chociaż mogłabyś skręcić na koniec jednak w prawo 😉

    1. Dziewczyna z agencji

      3 października 2018 at 13:17

      Wszystko jest możliwe 🙂 nawet skręt z lewej na prawą stronę 🙂

Dodaj komentarz

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com