Czeska Praga w jeden dzień – jak planuję krótkie wypady i z jakich narzędzi korzystam?

Lubicie krótkie urlopy? Ja bardzo! Planujecie krótkie wypady? Ja zawsze! Dlaczego lubię krótkie wyjazdy i dlaczego zawsze są one planowane? O tym będzie ten wpis!

Kiedy powiedziałam znajomym, że wybieram się na jeden dzień do Pragi w ramach naszego kilkudniowego wypadu w góry, usłyszałam że to bez sensu. Pragi w jeden dzień nie da się zwiedzić. Zgodzę się tylko z drugą częścią tego stwierdzenia. To prawda – w jeden dzień czeskiej Pragi nie da się zwiedzić. Nie zwiedzisz też w jeden dzień Warszawy, ani żadnej innej europejskiej stolicy. Ale nie znaczy to wcale, że nie zobaczysz niczego. Pomyślałam, że skoro jednodniowe wypady do europejskich miast robią tyle szumu, to warto napisać o tym, w jaki sposób i dlaczego, ja takie wyjazdy planuję. Więc jeśli nie masz zbyt wiele wolnych dni, a marzy Ci się krótki city break, to ten wpis jest dla Ciebie.

DLACZEGO LUBIĘ KRÓTKIE URLOPY?

Są miłą i bardzo potrzebną odskocznią od codzienności. Jednak na tyle krótką, że nie zdążysz zapomnieć o całym świecie. Jeśli nie uda Ci się zatracić w urlopowej codzienności, to z pewnością nie będziesz mieć wielkich problemów, aby wrócić do pracy i swoich codziennych obowiązków. Tylko tyle i aż tyle! Co roku planuję długi, dwutygodniowy urlop, ale mój kalendarz ma kilka luk, tzw. przedłużonych weekendów na mały reset. Zdarza mi się być na tyle zmęczoną swoją codziennością, że taka kilkudniowa wycieczka za miasto jest zbawieniem. Nic nie robi tak dobrze, jak choćby chwilowa zmiana otoczenia.

JAK PLANUJĘ KRÓTKIE WYJAZDY?

Wypad w Góry Izerskie i do Pragi wpadł nam do kalendarza znienacka. Znajomi zaproponowali zdrową alternatywę dla naszego warszawskiego powietrza i tym samym w połowie lutego postanowiliśmy wylądować w uzdrowiskowej miejscowości, przy czeskiej granicy – Świeradowie Zdroju.

Kiedy zerknęłam na mapę, gdzie ów Świeradów się znajduje, wiedziałam że jeśli mamy jedyne 140 km do czeskiej Pragi, nie odpuszczę takiej okazji. Mając jedynie kilka dni (w sumie trzy pełne i kawałek czwartku oraz poniedziałku), wiedziałam że dobre planowanie naszej wycieczki to podstawa. O ile na Karkonosze i Góry Izerskie pozostawiłam nam trochę wolnej przestrzeni i dozy spontaniczności, o tyle Praga musiała być zaplanowana od A do Z.

Uznałam, że ważnym aspektem mojego planowania w lutym będzie pogoda. To właśnie od pogody będzie zależał kierunek, jaki obierzemy o poranku, znajdując się w mieście, które zamierzaliśmy odwiedzić. Tym samym moje planowanie zaczyna się od ustalenia co można robić w danym miejscu:

– jeśli jest piękna pogoda

– jeśli jest fatalna pogoda

Dłuższe urlopy zawsze planuję w oparciu o przewodniki. W krótkich city break korzystam z podróżniczych blogów i rekomendacji znajomych. Wszystko po to, aby nie tracić czasu na coś, co nie jest konieczne do zobaczenia. Tak też zrobiłam z Pragą. Wypisałam wszystkie miejsca, które dostałam w polecajkach, i o których czytałam że są ‘must see’. Z taką bazą wiedzy zaczęłam planować nasz jednodniowy trip do Pragi w moim travel journalu. Podzieliłam Pragę na dwa sektory – ten po prawej stronie Wełtawy i ten po lewej. Ustaliłam dwie trasy:

– pierwsza trasa była stricte spacerową, zaplanowaną na piękną pogodę

– druga trasa dotyczyła muzeów, restauracji i punktów, które są do zobaczenia w ciepłych, ogrzewanych miejscach, z dala od śniegu, deszczu i burzy.

KOCHAM GOOGLE STREET!

Zanim pojadę w jakiekolwiek miejsce to spaceruję po nim za pośrednictwem Google Street. Ja to po prostu kocham! Gdybym miała powiedzieć, ile już miejsc w ten sposób zwiedziłam, to uwierzcie  byłabym przodownikiem podróżowania.

Jestem wzrokowcem, więc takie wirtualne spacerowanie pozwala mi na poznanie się z miastem. Dzięki takim spacerom wiem, w którą stronę mam się udać, jak wysiądę z auta na parkingu i będę chciała skierować się do metra. Ktoś powie, że nie jestem spontaniczna? Być może! Ale w jednodniowych tripach zależy mi na odwiedzeniu możliwie, jak największej ilości miejsc, aniżeli błąkaniu się po stacji metra w poszukiwaniu odpowiedniego wyjścia.

JAK BĘDĘ PORUSZAĆ SIĘ PO MIEŚCIE?

Moja trasa zwiedzania jest też zależna od sposobu poruszania się. Jak wiadomo, na nogach zwiedzisz wiele, ale czasami warto korzystać z pomocy transportu. Amsterdam zwiedziłam na rowerze, Barcelonę na nogach i metrem, a na Krecie przydało się auto i autobus. Transport to kolejny punkt, który sprawdzam planując wycieczki. Ściągam aktualną mapę metra i komunikacji publicznej. Sprawdzam skąd będzie najbliżej do pierwszego miejsca, jakie mamy odwiedzić, itd. Może warto pojechać autem i zaparkować je na obrzeżach?

BURCZY MI W BRZUCHU

Ostatnim punktem, który planuję jest jedzenie. Choć właściwie dla wielkich smakoszy powinien to być punkt pierwszy. W moim przypadku najbardziej sprawdza się TripAdvisor oraz blogowe wpisy. Tam zawsze znajduję jakieś smaczki, których nie znajdę w przewodnikach czy oficjalnych książkach. Czasami zdarza się, że miejsca z pysznym jedzeniem są totalnie niepozorne i nie wiedząc o nich, na pewno nie zdecydowalibyśmy się wejść z ulicy. Dlatego ten punkt jest dla mnie niezwykle ważny w planowaniu jednodniowych wypadów.

traveljournal

TECHNICZNIE RZECZ UJMUJĄC

Początek planowania zawsze znajduje się w moim travel journalu. Wtedy bardziej działa mi wyobraźnia. Poza tym po powrocie z wycieczki, doklejam kilka papierowych pamiątek i spisuję wspomnienia więc wszystko jest obok siebie. Począwszy od planowania, aż po realizację. Jest to później fajna pamiątka i album wspomnień. Więcej o zaletach tworzenia travel journala pisałam tutaj.

Bądźmy jednak realistami – chodzenie z notatnikiem w mieście lub gdziekolwiek na wycieczce, nie jest zbytnio wygodne. Moim pomocnikiem na tego typu wypadach jest elektroniczny travel journal, stworzony w Evernote.

EVERNOTE – MÓJ ELEKTRONICZNY NOTATNIK

Evernote używam już od wielu lat. Jestem dzieckiem analogowym, ale życie weryfikuje nasz czas i nasze możliwości. O ile planowanie projektów, rozpisanie koncepcji, codzienny kalendarz i notatnik prowadzę w bujo, o tyle część projektów zawodowych lub wyjazdów przenoszę także do Evernote.

W wersji darmowej programu macie opcję synchronizacji notatnika na dwóch nośnikach. Ja mam swój na komputerze i na telefonie. Jest to wygodna opcja np. w przypadku podróżowania. Dzisiaj Evernote nie jest już tylko zwykłym notatnikiem. To rozbudowane narzędzie, w którym możesz robić odręczne notatki, linkować tekst i korzystać z wielu szablonów, które ułatwią Ci organizację. Ja jestem Zosia Samosia i szablony robię sama (głównie w bullet journalu), ale jeśli nie masz na to czasu i ochoty to Evernote znacznie to ułatwia. W szablonach znajdziesz różnego rodzaju trackery nawyków, listy prezentów, wydatki, etc. Czyli wszystko to, co potrzebne jest w organizacji w pracy, w szkole i życiu prywatnym. Evernote umożliwia stworzenie różnego rodzaju notatników i zapisywanie w nim pojedynczych notatek wraz z linkami, obrazkami i innymi załącznikami.

Mój elektroniczny TRAVEL JOURNAL to zbiór notatek o miejscach, które zamierzam odwiedzić. Panuje w nim ład i porządek, abym w szybki sposób mogła odnaleźć się w tym co przygotowałam. I tym sposobem znajdziecie u mnie trzy główne kategorie:

– Co zobaczyć w …?

– Jak poruszać się po …?

– Gdzie zjeść w …?

Wypisując miejsca do zwiedzania, od razu linkuję do Google Maps, dzięki czemu automatycznie zostaję przekierowana do mapy. Jak znajduję konkretny link do danego miejsca na mapie? Każde miejsce na Google Maps ma swoje współrzędne. Po zaznaczeniu np. Pałacu Kultury, z lewej strony okna w Google Maps pojawi się okno z kilkoma funkcjami. Po wybraniu funkcji UDOSTĘPNIJ wyskoczy okienko z aktywnym linkiem do udostępnienia. Ten link automatycznie przekieruje Cię do danego miejsca na mapie Google. Poniżej mini instrukcja.

Tak przygotowany notatnik świetnie sprawdza się w podróży. Jeśli masz wystarczająco czasu to w przerwach w zwiedzaniu możesz uzupełnić swoje notatki o przemyślenia czy wrażenia z danego miejsca. Tym sposobem nic Ci nie umknie, a będziesz mieć gotowy materiał do swojego albumu z podróży.

PRAGA W 1 DZIEŃ? TO MOŻLIWE!

A teraz krótka podróż po Pradze, naszymi oczami. Zacznę od tego, że do Pragi pojechaliśmy autem. Jednak ze względu na trudności w parkowaniu, zdecydowaliśmy że zatrzymamy się na obrzeżach miasta i do centrum dotrzemy metrem. Pierwszy błąd jaki popełniliśmy – zbyt późny wyjazd, efektem czego w Pradze byliśmy dopiero w okolicach g.11. Auto zaparkowaliśmy na jednym z parkingów P+R – 20 koron za cały dzień czyli na nasze to jakieś 2.50 pln. Ze stacji Metra Cerny Most udaliśmy się do stacji Mustek, która znajduje się w centrum starego miasta.

Praga ma trzy linie metra, które kursują pomiędzy dwiema stronami czeskiej Pragi. Wszystkie trzy przecinają się, w związku z czym nie ma problemów z ewentualnymi przesiadkami. Cena biletu jest zależna od czasu przejazdu i tak np. za 30 minutowy bilet zapłacisz 24 korony, a za całodobowy bilet na komunikację miejską 110 koron. Wygodne rozwiązanie jeśli macie więcej niż kilka godzin na zwiedzanie.

Ze stacji metra Mustek udaliśmy się wprost do zegara astronomicznego, który jest jednym z najbardziej znanych zegarów na świecie i liczy sobie ponad 600 lat. Zegar znajduje się na Staromiejskim Rynku, który usytuowany jest pomiędzy Placem Wacława a Mostem Karola. Wiele tu miejsc, które zachwycają architekturą. Nie brakuje kramów z pamiątkami i licznych kafejek oraz restauracji.

Zegar Astronomiczny – Pražský orloj
Praskie kamienice

W centralnej części rynku znajduje się pomnik Jana Husa, narodowy zabytek kultury Republiki Czeskiej. Jak na miesiąc, w którym przyszło nam zwiedzać Pragę, byliśmy zaskoczeni ogromem turystów. Trafiliśmy na piękną pogodę – słońce i 8 stopni, ale mimo wszystko ilość turystów przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Ze Staromiejskiego Rynku przeszliśmy się podziwiać kościół Marii Panny przed Tynem oraz Kościół Św. Mikołaja. Zachwycaliśmy się zdobnymi kamienicami i bogactwem kolorów na staromiejskich budynkach.

Kościół Św. Mikołaja i pomnik Jana Husa
Wnętrze Kościoła Św. Mikołaja
Kościół NMP przed Tynem

Po Staromiejskim Rynku udaliśmy się do Klementinum, dawnego budynku zakonu Jezuitów. Aktualnie znajduje się tam Uniwersytet Karola oraz Narodowa Biblioteka. Dzisiaj wiemy, że choćby dla samej biblioteki powinniśmy wrócić do Pragi, aby móc ją dokładnie zwiedzić.

Po Klementinum przyszedł czas na dawną dzielnicę żydowską – Józefów. Jeśli planujecie ją zwiedzić i poznać dokładnie historię tego miejsca, to zaplanujcie to w inny dzień niż sobota. My kompletnie zapomnieliśmy o żydowskim szabacie, w związku z czym nie mieliśmy okazji dostać się do muzeum, ani za bramy żydowskiego cmentarza, na którym podobno znajduje się 12 000 nagrobków. Nie mniej jednak udało nam się przespacerować uliczkami tej dzielnicy i podziwiać z zewnątrz żydowskie synagogi.

Cmentarz Żydowski – Josefov

Polak głodny, Polak zły mawiają. Zatoczyliśmy koło, aby udać się do jednego z najczęściej polecanych miejsc na strawę czyli NASE MASO. Nikt nas jednak nie uprzedził, że NASE MASO nie ma zbyt wiele miejsca aby spokojnie spocząć i zjeść kawał dobrego mięsa. Zniechęceni kolejką i ilością ludzi w środku zmieniliśmy obiekt. Tym samym udaliśmy się do polecanej na TripAdvisor Havelska Koruna. Gdybym miała ocenić ogólny wygląd lokalu to powiedziałabym, że to taki nasz polski bar mleczny. Ludzi tłum, gorąco jak w saunie. Kolejka długa, ale sprawnie poruszająca się do przodu. Oczywiście padło na czeskie knedle z gulaszem. Dodatkowo rozkoszowałam się przysmakiem czeskim czyli smażonym serem. Wyszliśmy z pełnymi brzuchami i portfelem uboższym o 480 koron za dwie solidne porcje obiadu z zupą.

Po obiedzie udaliśmy się na najważniejszy dla nas punkt czyli Most Karola, na którym spędziliśmy więcej czasu niż w innym miejscach w Pradze, chociażby ze względu na to że ciężko tam zrobić zdjęcie. W tak piękny, słoneczny dzień mogliśmy podziwiać z mostu królewską dzielnicę na zachodnim brzegu Wełtawy czyli Hradczany. Niestety zabrakło nam czasu na Katedrę św. Wita, Złotą Uliczkę i Zamek, ale mamy po co wracać do Pragi.

Widok z Mostu Karola na Hradczany
Widok z Mostu Karola na Muzeum Bedricha Smetany i praski Most Legii

Spacer zakończyliśmy przy Małostrańskiej Wieży Mostowej i Wieży Judyty, zadowoleni ze udało nam się w tak krótkim czasie poczuć choć trochę praskiego klimatu i zwiedzić kilka miejsc, tak pięknych jakie zaserwowała nam Praga. Wyjeżdżając z Pragi zahaczyliśmy o centrum handlowe, gdzie w popularnej czeskiej sieci handlowej kupiliśmy kilka butelek czeskiego piwa i lentilki.

Jak widać nawet w kilka godzin da się poczuć klimat miasta, które planujesz zwiedzić. Przy dobrym planowaniu można naprawdę wiele zobaczyć, choćby w jeden dzień. Mam nadzieję, że zachęciłam Cię do krótkich wojaży po świecie i do korzystania z mojego systemu planowania podróży.

Jeśli ten tekst był dla Ciebie przydatny w jakikolwiek sposób, pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Będzie mi miło jeśli dasz innym znać, że do czegoś Ci się przydał.

 

fot. Laskowski Photo oraz archiwum prywatne

Dodaj komentarz

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com