Ania, nie Anna. Mój powrót na Zielone Wzgórze…

Pamiętaj, że wszystko można zacząć od nowa. Jutro jest zawsze świeże i wolne od błędów – L.M.Montgomery

110 lat od momentu ukazania się w Polsce książki Lucy Maud Montgomery – Ania z Zielonego wzgórza – okazuje się, że kwestie poruszane w kanadyjskiej powieści nie straciły na aktualności. Wręcz przeciwnie – są ponadczasowe i współczesne. Mam tu na myśli np. temat uprzedzeń wobec ludzi na różnych poziomach – biedny, czarnoskóry, uchodźca, niepełnosprawny – czy też feminizmu lub równości płci. 

Z dużą rezerwą podchodziłam do nowego dzieła Netflixa – Ania nie Anna. Z obawą, że zniszczę sobie obraz Ani z dzieciństwa, który tak bardzo mnie zachwycił, zasiadłam przed telewizorem i tym sposobem zniknęłam na kilka tygodni, by powrócić na Zielone Wzgórze…

Płynące strumyki, kwiecie wiśni i przyjaźnie aż po grób. Sielsko anielski obrazek, który pamiętam z czasów lektury Ani z Zielonego Wzgórza. Dzisiaj będę chciała Was zachęcić, abyście podobnie jak ja, zniknęli na jakiś czas i przenieśli się na Wyspę Księcia Edwarda, w poszukiwaniu rzeczy i spraw, o których kompletnie na co dzień nie pamiętamy…

 

 

Przede wszystkim – jeśli planujecie obejrzeć ten kanadyjski serial, nie nastawiajcie się na dokładne odwzorowanie książki, a już w ogóle postarajcie się nie porównywać tej produkcji do serialu, który mogliśmy kiedyś oglądać w telewizji. 

Ania nie Anna, wg Moiry Walley-Beckett (zdobywczyni nagrody Emmy za Breaking Bad) to opowieść nie tylko o przyjaźni, miłości i zachwycającej naturze. To historia o człowieku – jego słabościach, obawach, marzeniach, uprzedzeniach, wadach i zaletach.

Czasami zaskakująca, innym razem zatrważająca seria zdarzeń, które czynią główną bohaterkę zjawiskiem ponadczasowym, powodują że kręci się w głowie od zwrotów akcji. Będziecie się śmiać, złościć i płakać, czasem ze śmiechu, ale innym razem ze wzruszenia.

W serialu nie spotkacie się z jedyną, według niektórych słuszną, wersją Avonlea, jako ostoi spokoju, ciszy i radości. Bo choć to malownicze i piękne miejsce, to jest pełne uprzedzeń, czasami nienawiści i zła jakie drzemie w ludziach. Moira Walley-Beckett przenosi nas w świat, który nie zawsze jest kolorowy. 

Przekonacie się czym jest empatia, a raczej jej brak. Przypomnicie sobie prawdy, które choć wszyscy znamy, nie zawsze o nich pamiętamy. Nie szata zdobi człowieka albo, że pieniądze szczęścia nie dają. Serial uświadamia, że ufamy „odmieńcom” dopiero wtedy, gdy wskoczą oni w ogień aby nas ratować – w przenośni i dosłownie. 

 

Za co pokochałam nowy serial Netflixa?

ZDJĘCIA. Serial ma przepiękną oprawę wizualną, która na długo pozostaje w pamięci, i do której często się wraca wyobraźnią. Od momentu rozpoczęcia przygody z Anią, marzę o domku na Zielonym Wzgórzu, za którym popłynie strumyk, a z okna pokoju na poddaszu zobaczę rozpościerające się łąki i pola. I tak siedząc przy biurku, pisałabym piórem listy, a może książki… 

AKTORZY, od których bije świeżość! Ciekawostką jest, że odtwórczyni głównej roli – Amybeth McNulty – została wybrana spośród prawie 2000 dziewczynek, do odegrania Ani z Zielonego Wzgórza. Dla niektórych nie lada zaskoczeniem może być postać Ani, która nie ma grubych warkoczy jak to opisywała Lucy. Serialowa Ania jest brzydkim kaczątkiem, wyśmiewanym z powodu wyglądu. Postaci Mateusza i Maryli całkowicie mnie kupiły i nie jestem w stanie inaczej ich sobie wyobrażać. Podobnie przyjaciółka Ani – Diana, piękna dziewczynka, której metamorfozę możemy obserwować przez dwa sezony serialu. I w końcu Gilbert! Idealny!

 

 

SCENARIUSZ, który nie jest kopią książki (i dla mnie to ogromny plus), a inspiracją do stworzenia historii o Ani na nowo, czyniąc serial dydaktycznym, pokazującym nie tylko kolorowy, piękny świat, ale realia życia w tamtych czasach i problemy, które dotykają ludzi od wieków. 

Zacieram ręce ponieważ twórcy serialu ogłosili, że trzeci sezon jest w trakcie realizacji. Nic tylko spieszcie i nadrabiajcie, bo jest to piękna historia, niosąca ze sobą wiele dobrego. Aż zazdroszczę tym, który mają tę przygodę jeszcze przed sobą. Mi pozostało powrócić na karty książki, do której siadam jak tylko skończę ten tekst, aby ponownie przenieść się na Zielone Wzgórze… 

 

Oglądaliście Ania, nie Anna? Jeśli tak, to jak Wasze wrażenia? Podoba Wam się ta realizacja czy jesteście bardzo przywiązani do książkowego pierwowzoru? 

 

fot. www.nflix.pl

2 komentarze

  1. Beata

    21 sierpnia 2018 at 19:45

    Zachęciłaś mnie. Jutro oglądam, tymbardziej , że ma być ok. 30stopni, więc spędzę czas przed TV w chłodnym mieszkanku.

    1. Dziewczyna z agencji

      21 sierpnia 2018 at 19:52

      Nie pożałujesz 🙂 Serial jest przepiękny 🙂

Dodaj komentarz

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com