Znajomości, z których wyrastamy

Jesteś niebem obserwującym chmury… A wydarzenia, ludzie, sytuacje to obłoki, które po nim przepływają…Tylko przepływają… Dlatego nie próbuj ich zatrzymać, bo na pewno odpłyną – wcześniej, czy później… Gdy przytrafia Ci się coś pięknego albo bolesnego, powinnaś zrobić krok, odstąpić od siebie i popatrzeć z dystansu… Ludzie, których kochasz, to właśnie takie chmury… Są na Twoim niebie dłużej lub krócej, ale nigdy na zawsze….

Anthony de Mello „Przebudzenie”

7 lat temu nie wyobrażałam sobie bez niej życia. Dokładnie 7 lat temu byłyśmy krótko przed kolejną sesją egzaminacyjną, przedostatnią w naszym wspólnym życiu. Wspólnym, bo obie byłyśmy jak papużki nierozłączki, przyjaciółki do końca świata…

Pomagałyśmy sobie w potrzebie, imprezowałyśmy i wracałyśmy do domu nad ranem. Rozprawiałyśmy na temat rodzaju męskiego do nocy i tematu nigdy nie wyczerpałyśmy. Ginęłyśmy w kserówkach, kartkach, karteczkach i wspólnie się stresowałyśmy dorosłym życiem.

Codzienny kontakt zastąpiłyśmy sporadycznym „lubię to” na Facebooku i „wszystkiego najlepszego” z okazji urodzin. Wspólne oblewanie końca sesji zamieniłyśmy na pogawędkę na komunikatorze. Nie widujemy się nawet raz w roku.

Co się z nami stało? 

Trudno sobie wyobrazić życie bez relacji międzyludzkich. Kiedy mamy kogoś bliskiego obok to wszystko zdaje się być łatwiejsze. Nagle smutek można podzielić na pół, a radość z rzeczy dobrych jest zawsze podwójna. Czasami jednak dochodzimy do momentu, kiedy nasze drogi zwyczajnie rozchodzą się, nie wiedząc do końca dlaczego tak się stało.

Kiedy myślałam sobie o różnych znajomościach, takich bardzo bliskich, jakie mnie w życiu spotkały, to okazało się że schemat przyjaźni, których dzisiaj już nie ma, bywał podobny.

Nawiązywałam relacje, pieczętowałam je krwią – czasami była to przyjaźń z czasów szkolnych, innym razem połączyłam się w ramach wspólnego doświadczenia (niekoniecznie pozytywnego), które pokazywało że jedna strona może liczyć na drugą i odwrotnie. Stawałam się papużką nierozłączką, kochającą aż po grób.

Przechodziłam przez zawirowania i perturbacje, niekoniecznie będące kłótniami o coś czy sporem w wyniku czegoś, ale czasami były to problemy do rozwiązania, trudne sytuacje, które wymagały sporej dawki emocji.

Zmieniałam swoje życie tak, jak robią to wszyscy dookoła. Miałam nowego chłopaka, wchodziłam w inne środowisko, zmieniałam pracę. Nieuchronny koniec przyjaźni zawsze zwiastowało odczuwalne ochłodzenie relacji. Rozstawałam się, bo żadna ze stron nie była wystarczająco zaangażowana aby pociągnąć to dalej.

Dlaczego nasze drogi się rozchodzą, bez konkretnego powodu? 

Tak, jak wyrastamy z uwielbienia do amerykańskiego boysbandu, tak też zdarza nam się wyrosnąć z jakiejś znajomości. Jeszcze parę miesięcy temu, słysząc o problemach z przyjaciółmi, wśród moich znajomych, powtarzałam że zawsze warto walczyć o przyjaźń, choćby nie wiadomo co się wydarzyło. Dzisiaj wiem, że walka nie ma zwyczajnie sensu, a popycha nas do niej jedynie sentyment.

Bywamy na różnych etapach życia, które warunkują zmiany w nas samych. Przyjaźnie sprzed lat stają się zwykłymi znajomościami, ustępują miejsca rodzinie, najbliższym, co w młodości mogło się wydać abstrakcją. Zakładamy płaszcz zwany dojrzałość i zmieniamy światopogląd, widzimy może nie więcej, ale na pewno inaczej. Różnice zaczynają tworzyć między nami przepaść, która z biegiem czasu jest tylko większa.

Migrujemy, modelujemy swoją doczesność, w poszukiwaniu czegoś nowego, czasami lepszego. Wychodzimy za mąż i rodzimy dzieci. Awansujemy lub upadamy, zmieniamy priorytety i rozwijamy się. Przestajemy w relacjach spełniać oczekiwania drugiej strony. Zaczynamy mieć wymagania, którym druga strona nie jest w stanie podołać. Rozczarowujemy się, zapominając że każdy z nas się zmienia, ewoluuje i ma prawo być inny niż 7 lat temu. Odczuwamy brak równowagi, czujemy że dajemy więcej niż sami dostajemy, a przecież relacje mają być płynne i równoważne.

Czy w obliczu tego, że możemy „wyrosnąć” z jakiejś znajomości, nadal warto się przyjaźnić?

Mama mi kiedyś powiedziała, że każdy człowiek pojawia się w naszym życiu z jakiegoś powodu. Niektórzy są naszym błędem, aby nas ustrzec przed pomyłkami w przyszłości. Inni bywają dla nas zbyt dobrzy, abyśmy nauczyli się doceniać ludzi. Jedni spotkani niby zupełnie przypadkowo, okazują się nie być przypadkiem w naszym życiu i odmieniają je na zawsze. Pozostali bywają tylko na chwilę, aby pozostać w naszych wspomnieniach.

Świat jest mądry i nie działa bezsensownie, dlatego jeśli rozczaruje Cię kiedyś jakaś relacja to spójrz na nią od strony tego, co Ci dała i czego nauczyła, a nie tego jak bardzo Cię zawiodła. 

 

fot. Pixabay

49 komentarzy

  1. narwany

    29 stycznia 2018 at 23:10

    Najtrudniej ma chyba ekstrawertyk, bo zawsze ma dużo znajomych. Nie oznacza to że z każdą z tych osób utrzymamy kontakt, kiedy już założymy swoje rodziny. Myślę że po prostu z pewnych znajomości musimy wyrosnąć, żeby je zrozumieć.

    1. Dziewczyna z agencji

      30 stycznia 2018 at 14:51

      To też prawda… czasami nie rozumiemy pewnych znajomości i dopiero po czasie łapiemy o co chodzi..

  2. Monika

    28 stycznia 2018 at 15:46

    Ostatnio musiałam się zmierzyć z tym tematem i to sobie właśnie uświadomiłam – że niektóre przyjaźnie są tylko na chwilę. Nie ma co trzymać ich na siłę, kiedy spełniły już swoją rolę.

  3. Aneta

    28 stycznia 2018 at 11:24

    Wiele relacji jeszcze będzie, które po jakimś czasie odejdą w zapomnienie. Wyciągamy z nich zawsze jakąś lekcję. Po to one są. I nie można trzymać na siłę. Zwłaszcza w momencie, kiedy rozmowa już się tak nie klei, doświadczenia inne. Każdy w pewnym okresie życia się zmienia, obiera inna drogę. Trzymanie się na siłę relacji, które już ulegają zniszczeniu lub oddaleniu to tak, jakby na siłę trzymać papierek po cukierku sprzed lat z nadzieją, że nagle się pojawi. Zamiast kurczowo trzymać sie przeszłości trzeba się z tym pogodzić i iść naprzód 😉

  4. Słońce

    23 stycznia 2018 at 10:30

    To prawda, że ludzkie drogi czasem po prostu zwyczajnie potrafią się rozejść – idziemy pewien czas w jednym kierunku, ale później nadchodzi taki dzień, że każdy idzie w swoją stronę i nie ma w tym nic złego. Szkoda, że często pojawia się obwinianie z jednej ze stron albo z obu, bo tak jak wyżej mądrze napisano w komentarzu, jesteśmy uczeni, że przyjaźń czy miłość muszą być na zawsze. (I doskonały cytat mojego ukochanego de Mello) 🙂
    Natomiast mnie przydarzyła się taka historia, że z jedną moją przyjaciółką, z którą nasze drogi rozeszły się kompletnie, postanowiłyśmy mimo to świadomie podtrzymać naszą znajomość, uznałyśmy ją za na tyle wartościową, żeby o nią zawalczyć, nawet wiedząc, że niewiele nas łączy. Teraz po latach jesteśmy swoimi absolutnymi przeciwieństwami, mamy zupełnie różne style życia, i nigdy by mnie los z taką osobą nie zetknął, gdyby nie to, że kiedyś szłyśmy razem w jednym kierunku. A dzięki temu przeglądamy się w sobie, uzupełniamy coś sobie, tak jakbyśmy dzięki sobie miały styczność z różnymi światami, nie tylko tym, w których same żyjemy. Nasza znajomość trwa już ponad 25 lat 🙂 Czasem mam jej dość.. czasem jestem za nią bardzo wdzięczna.
    Więc może jednak zdarza się i tak, że niektóra przyjaźń albo miłość może być na zawsze?

    1. Dziewczyna z agencji

      23 stycznia 2018 at 10:33

      Gratuluję bardzo dojrzałego podejścia. Czyli da się zachować jakąś nić porozumienia. Dobrze jest to wiedzieć 🙂

  5. Paulina

    16 stycznia 2018 at 13:16

    Uff! Mam chwilę, więc mogę się rozpisać.
    Wpisu wcale nie odbieram jako smutnego. Smutne jest tylko to, że uświadomił mi, że nikt mnie nie nauczył, że rozstania i koniec znajomości to naturalna kolej rzeczy. Ludzie się zmieniają, zmieiają się nam priorytety i nie ma w tym nic złego, to wręcz naturalne. Tylko dlaczego tak mało się o tym mówi? Czy koniec znajomości jest takim samym tabu jak starość i śmierć? Tak to trochę odbieram. Nauczono mnie, że o miłość i przyjaźń trzeba dbać, że są ważne, ale nikt nigdy mi nie powiedział, że jesli poczuję, że kogoś już nie kocham czy nie lubię, to też będzie ok.
    Żyjemy w świecie ułudy: jak przyjaźń do od przedszkola i już na zawsze, jak miłość to jedna jedyna i już po grób. Złości mnie to, bo przez to sama byłam uwięziona w relacjach, które wcale nie były dla mnie dobre i zamiast je skończyć, nie męczyć siębie i innych, miałam wyrzuty sumienia i czułam się potworem, bo już nie kocham, nie lubię, nie potrzebuję.
    Ostatnio musiałam zredefiniować najważniejsze dla mnie relacje z ludźmi i nie było to łatwe, ale cieszę się, że miało miejsce, bo jak nie teraz to kiedy?
    Lubię to, jak w tej chwili wyglądają moje relacje z innymi: już nie boję się siebie słuchać, wreszcie dałam sobie prawo mówić „hej, nie podoba mi się to, jak się zachowujesz względem mnie”. Nie boję się też mówić innym, że są super, że znajomość z nimi mnie rozwija. A najważniejsze jest to, że w tych znajomościach nie ma juz przymysu. Jest za to ogrom szacunku, empatia i patrzenie na świat w bardzo podobny sposób. I to jest super!
    Ściskam Cię mocno!

    1. Dziewczyna z agencji

      16 stycznia 2018 at 14:17

      Nic dodać nic ująć. Pięknie i mądrze napisane. Nad wyraz dojrzale. 🙂 Ściskam również i życzę zdrowych, poukładanych relacji. :*

  6. Natalia

    14 stycznia 2018 at 17:13

    A ja po przeczytaniu tego tekstu mam takie przemyślenia, że w dzisiejszych czasach zastraszająco nadużywa się słowa „przyjaźń”. To znajomości przemijają, koledzy się zmieniają, a przyjaźń trwa. Patrzę na siebie i swoją przyjaciółkę, z którą znamy się od 3 roku życia (czyli już przeszło 23 lata!). Miałyśmy wzloty i upadki, chwile „końca” w okresie młodzieńczego buntu, ale przyjaźń to przyjaźń i mimo wielu zawirowań, różnych zmian w naszych życiach (zmiany pracy, miejsc zamieszkania, zmiany chłopaków, czy finalne wyjście za mążitd.) pozostałyśmy przyjaciółkami. Na tym chyba polega prawdziwa przyjaźń, że trwa 🙂

    1. Dziewczyna z agencji

      15 stycznia 2018 at 08:48

      Świetne spostrzeżenie Natalia. Faktycznie, może czasami nadużywamy tego słowa? Może jest to dla nas zbyt duże słowo?

  7. klaudia

    14 stycznia 2018 at 16:09

    kapitalny post, prawdziwy. U mnie tych znajomości można liczyć w dziesiątki… Mi ktoś mądry powiedział że konkretnych ludzi potrzebujemy na konkretnych etapach, później z albo my przerastamy tych ludzi albo oni nas lub zwyczajni ich rola w naszym życiu została spełniona.

    1. Dziewczyna z agencji

      15 stycznia 2018 at 08:49

      Dziękuję Klaudia 🙂 każdy pojawia się w naszym życiu po coś. Coś nam dają te znajomości, inne coś zabierają.

  8. Ja Zwykła Matkaa

    14 stycznia 2018 at 15:42

    U mnie podobny temat choć, ciut trudniejszy o tym co nas w życiu spotyka. Też uważam że spotykamy różne osoby, jedne zostają w naszym życiu inne odchodzą lub z nich wyrastamy. U mnie jest problem ze szczerością, nie każdy ją akceptuje.

    1. Dziewczyna z agencji

      15 stycznia 2018 at 08:49

      Niestety szczerość czasami boli. Nie każdy jest gotowy na prawdę.

  9. Martka Natura

    13 stycznia 2018 at 14:41

    Każda znajomość nas wzbogaca i to jest niewątpliwie pocieszające, jednak chyba większy jest smutek spowodowany obserwowaniem upadku, degradacji relacji międzyludzkich. To prawda, że się zmieniamy, inaczej kształtuje się nasze życie, poglądy itd., i niektóre znajomości, zwłaszcza ze szkolnych lat, mogą w sposób naturalny się kruszyć. Gorzej, jeśli doświadcza się swoistej nierównowagi w relacji bądź daje się ponieść rywalizacji, która jest znamienna dla wyścigów u progu dorosłości.

    1. Dziewczyna z agencji

      13 stycznia 2018 at 17:44

      Dzięki Martka za trafny komentarz! Brak równowagi w wielu aspektach naszego życia bywa niszczący…

  10. august

    13 stycznia 2018 at 12:42

    Świetny temat. Pełno osób się pojawiło w moim życiu, szczególnie dziewczyn i już ich nie ma. Dzięki temu nauczyłem się nie przywiązywać zbyt dużej uwagi do ludzi, bo można ich wymienić

    1. Dziewczyna z agencji

      13 stycznia 2018 at 17:39

      w sumie to smutna refleksja, że ludzi się tak podmienia cnie?

  11. Magda

    13 stycznia 2018 at 11:39

    Wiem o czym mówisz. Wiele z moich koleżanek wyjechało za granicę, reszta wyszła za mąż i słuch po nich zaginął. Nigdy nie rozumiałam tego dlaczego tylko mnie zależało na podtrzymaniu naszej znajomości…

  12. Marysia

    13 stycznia 2018 at 10:13

    Przyjaźnie zazwyczaj umierają naturalnie 😉 Każdy z nas się zmienia i niekoniecznie w te zmiany mogą wpasować się nasi dawni przyjaciele. Własna rodzina, dom to zmieniła nie tylko kobiety ale i mężczyzn więc nie ma co rozpaczać, na pewno na naszej ściezce życia pojawi się ktoś nowy i interesujący 🙂

    1. Dziewczyna z agencji

      13 stycznia 2018 at 10:26

      Właśnie – nie można się zamykać na nowe znajomości.

  13. Zakupoholiczka.eu

    12 stycznia 2018 at 17:10

    Powiem Ci, że miałam w dzieciństwie 2 przyjaciółki. Byłyśmy nierozłączne. Po 13 latach przyjaźni okazało się, że różne szkoły wpłynęły na wykruszenie naszej znajomości. I choć od tego czasu mija własnie 15 lat (zero kontaktu) myślę, że jeśli któraś z nich zadzwoniłaby do mnie w środku to pośpieszyłabym do niej z pomocną ręką. Nie wiem tylko czy działałoby to w drugą stronę. Ale jeśli ktoś jest w naszym sercu przez długi czas to myślę, że tak łatwo się o nim nie zapomina.

    1. Dziewczyna z agencji

      12 stycznia 2018 at 20:31

      Myślę, że nie zapomina się nigdy 🙂

  14. Dorota

    12 stycznia 2018 at 14:22

    Obecnie nie utrzymuję stałego kontaktu z ludźmi, którymi przyjaźniłam się na podwórku, czy w szkole 🙂 Masz rację, zmieniamy się, lubimy inne rzeczy, ludzi, nasze zainteresowania odbiegają od siebie 🙂 Mi to nie przeszkadza, taka kolej rzeczy 🙂

    1. Dziewczyna z agencji

      12 stycznia 2018 at 20:31

      Też tak myślę…że po prostu taka jest kolej rzeczy.

  15. Ka Ewa

    12 stycznia 2018 at 09:46

    Są też takie przyjaźnie, że po 20 latach ktoś przerywa milczenie i kontynuujecie ostatni zapamiętany wątek, jakby te lata były tylko chwilą. Przeżyłam. Bezcenne 🙂

    1. Dziewczyna z agencji

      12 stycznia 2018 at 09:53

      tak! to też prawda! 🙂 możecie nie gadać latami a spotykacie się i wydaje się, jakby to było wczoraj 🙂

  16. Szymon | pomensku.pl

    11 stycznia 2018 at 20:10

    Kiedyś sądziłem, że przyjaźnie należy zachowywać za wszelką cenę, przez szacunek do wspólnej przeszłości, przeżytych razem chwil i ogromu wspomnień. Coraz częściej myślę jednak, że nie warto. Mam wśród znajomych osoby, z którymi nic mnie już nie wiążę, nie ma między nami żadnej nici porozumienia, wspólnego mianownika. Utrzymywanie takich znajomości tylko ze względu na przeszłość byłoby męczące i trudne. Teraźniejszość i przyszłość są chyba ważniejsze 🙂

    1. Dziewczyna z agencji

      12 stycznia 2018 at 08:03

      Często z sentymentu coś próbujemy ratować, z góry wiedząc że nie ma to sensu. Naginamy się i przestajemy być sobą, próbujemy i ciągle jesteśmy niezadowoleni z kształtu relacji więc lepiej odpuścić niż tkwić w czymś co nas unieszczęśliwia.

  17. Ula

    11 stycznia 2018 at 13:26

    Jest to z jednej strony smutne, z drugiej nieuniknione. Dorastamy, zmieniamy się a wraz z nami nasze potrzeby, cele i relacje z innymi ludźmi. A prawdziwe przyjaźnie, jeśli się o nie dba mają szanse przetrwać próbę czasu.

  18. Edyta Mój kawałek podłogi

    11 stycznia 2018 at 10:16

    Wraz z upływem czasu zmieniamy się i niekoniecznie druga osoba musi zmierzać w podobnym kierunku. Dotyczy to nie tylko przyjaźni, ale też chociażby małżeństwa.

    1. Dziewczyna z agencji

      11 stycznia 2018 at 16:05

      Dotyczy to pewnie każdej relacji międzyludzkiej. To prawda.

  19. Olka

    11 stycznia 2018 at 10:00

    Idealnie trafiłam z lekturą Twojego wpisu, gdyż właśnie wczoraj prowadziłam z moją teściową ożywioną dyskusję na temat przyjaźni, które były kiedyś niesamowicie mocne, ale nie przetrwały czy to próby czasu, czy odległości, czy innych mniej lub bardziej obiektywnych kwestii. Generalnie wychodzę z założenia, że po prostu znajomości/przyjaźnie zmieniają się wraz z tym, jak sami się zmieniają. Przyjaźń do grobowej deski jest coraz rzadsza. Ale czy to powód do smutku? Chyba nie!

    1. Dziewczyna z agencji

      11 stycznia 2018 at 16:04

      myślę, że nie powinniśmy się zamykać na tzw przyjaźnie do grobowej deski. świat się zmienia, my się zmieniamy… wszystko ewoluuje. To, że rozeszły nam sie dzisiaj z kimś drogi nie oznacza, że nie połączą się znowu za jakiś czas.

  20. ANITA

    11 stycznia 2018 at 09:51

    łatwo powiedzieć… Czasem ciężko jest myśleć pozytywnie w takich sytuacjach

    1. Dziewczyna z agencji

      11 stycznia 2018 at 16:03

      wcale nie łatwo 🙂 czasem żal, smutek jest duży, ale jak się spojrzy z perspektywy czasu, jak się ochłonie to wiele rzeczy wygląda inaczej.

  21. Diana z Pieniadzjestkobieta

    11 stycznia 2018 at 09:43

    Dokładnie tak jest. Zmieniamy się każdego dnia, nasze życie się zmienia i świat dookoła. Dlatego relacje i potrzeby też są inne niż kiedyś…

  22. Radoslave Pe

    10 stycznia 2018 at 11:04

    Jakie to prawdziwe! A szczególnie ostatnie zdanie! Chyba zacznę częściej zaglądać na Twojego bloga 🙂

    1. Dziewczyna z agencji

      10 stycznia 2018 at 11:14

      a dziękuję i oczywiście zapraszam częściej 🙂

  23. Max

    10 stycznia 2018 at 10:50

    …Tak właśnie jest, wyciągamy z naszych znajomości i „przyjaźni” to co w nas pozostawiło lub zmieniło na lepsze, coś co pomogło nam iść dalej i realizować siebie …

    1. Dziewczyna z agencji

      10 stycznia 2018 at 11:14

      lepsze to zawsze niż ciągłe poczucie straty i tego, że ktoś nas np zawiódł

      1. Max

        11 stycznia 2018 at 12:02

        …zawody nas wzmacniają i czasami określają nowy kierunek naszego życia, otwierają też oczy na fakt, że to może z nami jest coś nie tak, że to właśnie my zrobiliśmy coś źle, albo nie zrobiliśmy nic, a trzeba było…

        1. Dziewczyna z agencji

          12 stycznia 2018 at 09:57

          fajnie powiedziane!

  24. Ola

    10 stycznia 2018 at 09:15

    Życiowe,aż boli 😉

    1. Dziewczyna z agencji

      10 stycznia 2018 at 09:23

      A miało ukoić serce 🙂 Bo rozstanie wbrew pozorom wcale nie musi być porażką. To jakaś kolej rzeczy… I warto sobie to też uświadomić pomimo, że bywa nam przykro że coś się skończyło.

  25. katsin

    10 stycznia 2018 at 08:39

    Ciekawy wpis. Akurat wczoraj rozmawiałam na temat swoich przyjaciół, z których „wyrosłam” z koleżanką z biura. Zrobiłam małe podsumowanie. Niestety wszelkie znajomości, które zawarłam w czasach młodości wraz z moją przeprowadzką do innego miasta ulotniły się w przeciągu kilku lat. Mimo tego, że łączyły nas więzi „przyjaźni od dziecka” czas nie był dla nas łaskawy. Każdy wybrał inną drogę. Chyba już sie z tym pogodziłam, że niestety ludzie pojawiają i się u odchodzą.

    1. Dziewczyna z agencji

      10 stycznia 2018 at 09:22

      Tak, ludzie pojawiają się i znikają. Czasami zrobią burzę i pogrom, i pójdą. Innym razem wniosą mały kamyszek do naszego życia, który pozwoli nam zrobić krok milowy. Takie życie.

  26. Zielona Małpa

    10 stycznia 2018 at 08:10

    Mam bardzo dużo znajomości, z których wyrosłam. Czasem jest mi smutno z tego powodu, ale raczej szybko moje myśli zastępuje refleksja, że może tak miało być. Nie wyobrażam sobie dzisiaj kontaktów z niektórymi dawnymi przyjaciółkami. Coś nawet mnie od nich odpycha. I to też jest smutne.

    1. Dziewczyna z agencji

      10 stycznia 2018 at 09:23

      Ten post wbrew pozorom nie ma być smutny! 🙂 Jak uświadomimy sobie, że każdy w naszym życiu pojawia się z jakiegoś powodu, uczy nas czegoś to łatwiej jest przepracować gorycz rozstania.

Dodaj komentarz