Zadajesz te pytania? Przestań!

Jakiś czas temu rozmawialiśmy ze znajomymi na temat telefonicznej obsługi klienta. Jeden z kolegów pracuje w banku i opowiadał nam w jaki sposób jest rozliczany ze swojej pracy, nie będąc stricte handlowcem, ale osobą od posprzedażowej obsługi klienta.

Każda rozmowa z klientem musi być sprawna i konkretna, nie ma sensu blokować linii zbędnymi pogaduszkami. Kwestie „dzień dobry” i „dziękuję – proszę” są oczywistością. Nie używamy pewnego pakietu słów, z innych korzystamy nagminnie. Nasz klient, nasz Pan, któremu wolno praktycznie wszystko. Byliśmy wyjątkowo rozbawieni, kiedy usłyszeliśmy, że podczas comiesięcznego raportu znajomy usłyszał, że odjęli mu punkty, bo w jego głosie nie było słychać radości.

Wiele się mówi o etykiecie w biznesie, o tym jak obsługiwać klientów, o czym wypada mówić, o co wypada pytać, jak się zachowywać podczas spotkań, komu podawać rękę jako pierwszemu, etc. Handlowcy przechodzili setki szkoleń z tego zakresu, a trenerzy savoir vivre zbili swojego czasu majątki na takich kursach.

Nie jestem ignorantką współczesnej etykiety. Chętnie korzystam z zasad ustalonych i staram się ich przestrzegać, ale zdarza mi się zaśmiać z przejęcia nad łyżką do zupy, położoną nie z tej strony talerza, z której być powinna. Bardziej jednak od łyżki interesuje mnie, w jaki sposób ludzie wchodzą ze sobą w interakcje i jak bardzo potrafią nie myśleć w komunikacji z drugą osobą, zadając pytania, których nie powinni.

Zapraszam na krótki przewodnik po manierach – tego absolutnie nie mów drugiej osobie i o to absolutnie nie pytaj!

Na początek WIELKA TRÓJKA – moi absolutni „ulubieńcy”

Kiedy ślub?

Pytanie męczybuła. Najczęściej zadawane przez ciocie i babcie, które z troski o naszą przyszłość wolą nam przypomnieć, że po 2 latach stałego związku wypadałoby się określić. Jak to mówią „wóz albo przewóz”.

Kiedy dzieci?

Pytanie mistrz. Jak już zdążysz ogarnąć się ze ślubem to na tapetę wjeżdża temat dzieci. To pytanie zaznaczam dzisiaj pogrubioną czcionką, bo jest to dla mnie absolutnie jednym z najgorszych pytań jakie można zadać drugiej osobie.

Jeśli kiedykolwiek zadałeś komuś takie pytanie, pomyślałeś że owa osoba/para może mieć problem z zajściem w ciąże? Albo w ogóle nie planuje w przyszłości mieć dzieci? Bycie w ciąży lub nie jest wrażliwą, bardzo prywatną i intymną kwestią pary. Zanim przyjdzie Wam do głowy zadanie komukolwiek takiego pytania to walnijcie się porządnie w czółko i zamknijcie w kartonie po czipsach.

Jesteś w ciąży?

Pamiętam jak koleżance przybyło kilka kilogramów, ot dieta cud, i jedna znajoma wypaliła wśród większej grupy – jesteś w ciąży? Nie wiem czy zrobiła to niefortunnie czy specjalnie chciała zaznaczyć, że koleżance się zwyczajnie przybrało na wadze, ale sami przyznacie że jest to pytanie nie na miejscu.

Dlaczego nie pijesz?

Bo może przyjmuję leki, przy których nienajlepszym rozwiązaniem jest picie alkoholu? Bo mogę być w ciąży i nie jestem gotowa tego jeszcze ujawniać wszem i wobec? A może nie mam ochoty? Nie Twój biznes.

Ja nie chcę nic mówić, ale… lub Nie chcę być niemiła, ale…

Skoro nie chcesz to nie mów. Niektórzy mają przeogromną ochotę powiedzenia czegoś mimo, że wiedzą że nie powinni, ale mimo to język ich nadzwyczajnie swędzi. Milczenie bywa złotem.

Jesteś za chuda / za gruba 

Cios poniżej pasa – zarówno w jednym i drugim przypadku. Tekst „jesteś za (wpisz dowolne)”, okraszony jeszcze wymownym spojrzeniem, które mówi „brzydzę się” jest jednym z najgorszych. Nikt nie zastanawia się z czego wynika Twoja chudość czy grubość. Nie zawsze jest to efekt diety cud lub jej braku. Czasami męczy nas choroba, przyjmujemy leki i siłą rzeczy wyglądamy tak, jak wyglądamy.

Ile kasy zarabiasz? 

Pytanie tabu. Nikt go nie lubi, nikt nie wie jak się do niego ustosunkować, wszyscy mają z nim problem. Mimo, że prawdopodobnie nie kradniemy :), to i tak jest to dla nas kłopotliwa kwestia. Weźcie pod uwagę, że nie każdy ma ochotę otwarcie mówić na temat pieniędzy. Pisałam o tym w poście na temat mamony. Kto nie czytał niech klika.

Nie masz chłopaka / narzeczonego / męża? Ciągle jesteś sama! 

Bez komentarza.

 

Co możemy dodać do tego mini przewodnika po współczesnych manierach w komunikacji? Jakich pytań lub stwierdzeń nie lubicie i macie ochotę zabić wzrokiem swojego rozmówcę, jak tylko takowe zada? Podzielcie się spostrzeżeniami w komentarzach.

13 komentarzy

  1. Fausto Coppi

    24 stycznia 2018 at 15:23

    Ja bym z Wami polemizował, bo:
    – pytanie od babci, czy cioci o dzieci to przejaw troski, być może wypaczony ale nie zapominajmy, że najczęściej pada z ust pokolenia baby boomers`ów
    – pytanie o picie, też jest głęboko zakorzenione w naszym społeczeństwie, w którym dopiero od niedawna wsiadający za kierownicę upojony alkoholem „szwagier” przestaje być bohaterem o ułańskiej fantazji a powoli zaczynamy piętnować takie zachowania. Ten który nie pije postrzegany jest przez pijących współtowarzyszy jako osoba w najlepszym przypadku mająca coś do ukrycia. Często narzekamy, że jesteśmy jako Polacy skryci, nie lubimy rozmawiać o pieniądzach i się chwalić, wolimy narzekać i klepać przysłowiową „starą bidę”. W tym kontekście pytanie „dlaczego nie pijesz” wydaje się szczere i bezpośrednie. Jeżeli nie chcemy, czy wstydzimy się podawać prawdziwego powodu abstynencji, zawsze możemy zbyć to pytanie żartem.
    Nie uważam, żeby pytania w relacjach z bliskimi były niefajne. Niefajne jest, gdy rozmówca nie chce słuchać i za wszelką cenę musi opowiedzieć o sobie a w tym wypadku nie zadaje pytań….. nawet tych trudnych 🙂

    1. Dziewczyna z agencji

      28 stycznia 2018 at 11:31

      ciekawe spostrzeżenie. dzięki za komentarz inny niż wszystkie 🙂 fajnie, że mamy różne zdania 🙂 z tym piciem to nawet bym się zgodziła, ale z pytaniem o dzieci niekoniecznie. uważam, że to bardzo osobista kwestia i w czasach kiedy tak wiele par może mieć problemy to pytanie zwyczajnie nie powinno padać w trakcie rodzinnej pogawędki.

  2. Anna Oczkowska

    19 stycznia 2018 at 06:44

    Świetny artykuł! Chciałabym tylko nieśmiało zauważyć, że powinno być „owa osoba/para”. „Ów” odnosi się do liczny pojedynczej rodzaju męskiego. Zawsze.

    1. Dziewczyna z agencji

      19 stycznia 2018 at 08:53

      dzięki! już zmienione! 🙂

  3. Zołza z kitką.

    18 stycznia 2018 at 18:16

    Pytań nie zadaję. I sama nie cierpię, kiedy zadaje mi je ktoś inny…:D

  4. czarny.piatek

    18 stycznia 2018 at 10:41

    Pytanie dlaczego nie pijesz to mega standard. Znam przypadki alkoholików którzy po takim pytaniu wracali do nałogu. Mega nietaktowne. Ale polska procentami stoi i kto nie pije jest wywrotowcem 🙂

    1. Dziewczyna z agencji

      18 stycznia 2018 at 11:06

      Przerażające!

  5. ekopozytywna

    17 stycznia 2018 at 10:59

    Myślę, że z pytaniem o to „czemu nie pijesz” jest u nas straszny problem. Nikt go nie uznaje za niegrzeczne. A ludzie rzeczywiście może niekoniecznie chcą się ujawniać z tym, że są w ciąży, biorą antydepresanty albo np. są niepijącymi alkoholikami. Nasunęła mi się scena z „Crazy, Stupid, Love”, gdzie Carell próbuje wcisnąć dziewczynie na siłę drinka i ona w końcu biedna musi na pierwszym spotkaniu przyznać mu się, że ma problem alkoholowy. Trochę śmieszne, trochę smutne. Pytanie, co zrobić, gdy takie pytanie pada. Może zawsze odpowiadać „robię sobie detoks od szumu w głowie”?

    1. Dziewczyna z agencji

      17 stycznia 2018 at 12:08

      Świetny pomysł na odpowiedź. Grzeczny i wymowny zarazem 🙂 Pamiętam tę scenę z Crazy, stuip, love. Śmieszne w filmie, ale faktycznie smutne, tym bardziej jak do kogoś nie dociera „nie dziękuję, nie piję”.

  6. Monika

    17 stycznia 2018 at 10:39

    Mnie denerwują pytania – to kiedy syn? Musicie mieć syna…( mamy 2 córeczki). Ostatnio słyszę to bardzo czesto. Od jednych usłyszeliśmy nawet, że wtedy bylibyśmy PEŁNĄ RODZINĄ!

    1. Dziewczyna z agencji

      17 stycznia 2018 at 12:07

      o matko! nie spodziewałabym się, że ludzie mogą zadawać takie pytania. to chyba gorsze od ogólnego pytania – kiedy dziecko?

  7. Renn

    17 stycznia 2018 at 08:02

    Ciągle pracujesz tam gdzie zawsze ? Pytanie jak chlast w twarz mówiące ” nie nadazasz za najnowszym trendami w rozwoju kariery, nie rozwijasz się, nie pniesz, jesteś ofermą” ” Mówi się, że dwa lata w jednej firmie to absolutny max. A co jeżeli ktos pracuje w fajnym miejscu, ma dobre warunki i nie jest wilkiem z Wall Street i nie czuje takiej potrzeby ? Ma sie czuc winny z powodu wieloletniego miejsca pracy ?

    1. Dziewczyna z agencji

      17 stycznia 2018 at 09:20

      Faktycznie, tak jakby standardem było zmienianie pracy co dwa lata. Ja pracuję w jednej firmie już prawie 4 i nie myślę o zmianie. Jestem zatem dinozaurem 🙂

Dodaj komentarz

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com