Mity na temat Bullet Journal

Kiedy znajomi dowiedzieli się o moim bulet żurnalowaniu, jednogłośnie stwierdzili, że mam za dużo czasu. Jest to najczęściej pojawiający się argument, kiedy próbuję kogoś zachęcić do korzystania z tej metody planowania. „Nie mam na to czasu” – słyszałam setki razy. Inni mawiają „mi by się nie chciało”, ale to kompletnie wypieram i rozumiem, bo mi np. nie chciałoby się grać w Farmę na Facebooku, a wiem że ludzie to robią. 

W obliczu faktu, że Bullet Journal jest dla mnie doskonałym narzędziem planowania przyszłości i organizacji codzienności (pisałam o tym tutaj), muszę odeprzeć te wszystkie pomówienia. Szkoda byłoby, gdyby ludzie rezygnowali z pewnych spraw, tylko dlatego że mają na ich temat błędne przekonania. Stąd też właśnie mój wpis na temat mitów, dotyczących Bullet Journal.

Stratujemy! 

 

Bullet Journal zajmuje bardzo dużo czasu

Pierwszy, najpoważniejszy zarzut, który jeśli okazałby się prawdą, byłby dla mnie absolutnie zrozumiały. W czasach kiedy na wszystko brakuje nam czasu, dokładanie sobie rzeczy, która zabierałaby go nam jeszcze więcej, jest totalnym absurdem. 

Problem leży w złym definiowaniu Bullet Journal, jako metody która wymaga od Ciebie kolorowych kartek w zeszycie, przyozdobionych kwiatkami ramek i pięknych napisów. Nic bardziej mylnego. Bullet Journal to dla jednych system planowania, a dla innych pamiętnik. Nie jest to jednak metoda, wymagająca tworzenia skomplikowanych grafik. Wystarczy Ci ołówek i kartka papieru aby nakreślić dwie kreski, które utworzą tabelę. 

Oczywiście fajnie jest patrzeć na Bullet Journale, które są piękne i kolorowe, ale naprawdę aby zacząć nie potrzebujesz wiele poza zeszytem i długopisem. Z czasem może się okazać, że narysujesz małego kwiatka i pokolorujesz litery podczas rozmowy przez telefon i tak Twój #bujo ewoluuje w stronę bardziej artystycznego. 

 

Bullet Journal to drogie hobby

Jeśli zabierasz się za bullet journalowanie i zaczynasz od zakupu wszystkich akcesoriów papierniczych, jakie są na rynku to faktycznie – można powiedzieć, że bullet journalowanie to droga impreza. Super jest mieć całą gamę kolorystyczną cienkopisów, brushy czy zakreślaczy, sama uwielbiam przydasie, ale aby zacząć potrzebujesz tylko zeszytu i długopisu. Niestety ja nie jestem minimalistką jeśli chodzi o przybory piśmiennicze i akcesoria papiernicze, ale nie trzeba brać ze mnie przykładu.

W internecie znajdziesz mnóstwo inspiracji od osób, które prowadzą czarno białe bullet journale i są one piękne! Naprawdę da się wystartować z podstawowym zestawem, nie wydając przy tym majątku. 

Chaos czy kontrolowany bałagan? 🙂 Na prośbę przyjaciółki przygotowuję bullet journalowy wpis. Wg @rydzikowa to żurnal bulet. Niech jej będzie 🙂 Co byście chcieli aby znalazło się w takim wpisie? Kto bawi się organizerami, czasoogarniaczami, notesami? Dzięki temu mogę zdradzić, że na blogu pojawi się zupełnie niespodziewanie zakładka KREATYWNIE, czego nie planowałam, ale myślę sobie że może być ciekawą odskocznią od metafizycznego lifestylu i work lifowych tekstów. #bulletjournal #bulletjournalpolska #leuchtturm1917 #stabilo#washitapes #bujoaddict #journaling #bujolove #bujo#diy #advertisingagencygirl #polishblogger #girlboss#newpostcomingsoon #organizacja #planujębolubię #oragnizacjaczasu #planowanie #przydasie #artykułypapiernicze #notes #planer#dziewczynazagencji #blog #rydzikoważurnaluje #atociniespodzianka #paniswojegoczasu

A post shared by Dziewczyna z agencji (@dziewczynazagencji87) on

 

Aby prowadzić Bullet Journal należy mieć zdolności plastyczne

Kolejny mit, z którym bardzo często się spotykam. Jest to punkt, którego sama stałam się ofiarą, kiedy zakładałam swój pierwszy #bujo. Bullet Journal to nie Art Journal. Tu nie ma znaczenia czy Twoja kreska jest prosta czy krzywa. Wiele osób jednak rezygnuje z prowadzenia takiego planera tylko dlatego, że nie potrafi rysować. 

Początkowo bałam się napisać jednego zdania w notesie, bo miałam psychozę na punkcie bezbłędnego! #bujo. Taki strach nowicjusza. Dzisiaj mój #bujo jest pełen błędów, pomyłek, tygodni, które miewają tylko 6 dni. Nie jest idealnie, ale jest po mojemu! 

 

W Bullet Journal nie ma miejsca na błędy

Patrz punkt wyżej. 

Niestety mam naturę perfekcjonistki i pierwszy zeszyt, który miał być moim Bullet Journal, wylądował gdzieś w czeluściach szafy z innymi zapisanymi notesami. Zwyczajnie nie podobał mi się, bo zdarzało się, że kwiatek mi nie wyszedł, ramka była krzywa, a kolor tytułu jaki dobrałam do notatek nie pasował do reszty. 

Życie jest pełne błędów i pomyłek. Przejmowanie się tym, że w Bullet Journal mam jakiś błąd i zamiast napisu WTOREK mam WOREK byłoby przesadą. Wiem jednak, że wiele osób podchodzi do Bullet Journal jak do świętego planera, który musi być piękny i pozbawiony pomyłek. 

Nie daj się wciągnąć w taki myślenie, a jeśli już popełniłeś w notesie błąd i razi Cię po oczach tak bardzo, że nie dasz rady tego unieść, skorzystaj np. z taśm washi tape, które skutecznie zamaskują błędy, a także ozdobią stronę. Innym razem z pomylonej kreski stwórz małego stworka, który będzie pilnował Twojej strony z zapiskami. Inspiracji na ciekawe i PROSTE! doodle jest w internecie mnóstwo! (o doodlach będzie inny post)

 

Bullet Journal odmieni Twoje życie

Dobrze być „dobrze zorganizowanym”, nie tracić czasu na pierdoły, być efektywnym, etc. Wśród bullet journalowej społeczności chwalimy się swoimi uporządkowanymi notatkami, brakiem chaosu w finansach, postępach w aktywności fizycznej, wskazując że pomógł nam #bujo. Ktoś, kto zaczyna swoją przygodę z tym systemem planowania, może oczekiwać natychmiastowych efektów. Trzeba jednak pamiętać, że to nie kartka papieru i przelane na nią słowa załatwiają robotę za nas. Bullet Journal to tylko narzędzie, które ma Ci pomóc uporządkować pewne tematy, ale nie wykona pracy za Ciebie! 

Dlatego też decydując się na korzystanie z tej metody zastanów się, co tak naprawdę potrzebujesz? Czy #bujo ma pomóc uporządkować Ci Twoje notatki, myśli? Czy ma to być po prostu dziennik? Może będzie to notes z listami zadań albo z kolekcjami?

Wiem, że to smutne, ale samo się nic nie dzieje, a swoich celów nie osiągniesz tylko dlatego, że zapiszesz je na kartce papieru. Choć! To i tak pierwszy krok, ku realizacji! 

Powodzenia!  

Kiedy na początku roku ustałam sobie sama ze sobą cele, jakie chciałabym zrealizować w 2018, byłam pełna optymizmu i motywacji. Po pierwszym kwartale entuzjazm trochę opadł, bo realizacja celów to wcale nie łatwa sprawa. Obrałam system rozkładania ich na cele mniejsze i było jakby łatwiej, ale… Minął drugi kwartał, weszliśmy w trzeci i ze zgrozą patrzę na podsumowanie swojego drugiego kwartału. Moje cele zrealizowałam na poziomie 50%, co jest słabym wynikiem, biorąc pod uwagę, że w pierwszym kwartale zrobiłam 80% swojego planu. Kompletnie mnie to rozbroiło, bo byłam pewna że jakoś lepiej mi idzie, a tu taki zonk. Usiadłam ponownie do celów na kolejny kwartał i zastanawiam się co zrobić, aby moja efektywność była wyższa? Jakieś pomysły? Wziełam sobie za dużo na głowe? Stawiacie sobie cele i udaje Wam się je w większości realizować? Jeśli tak, to jak tego dokonujecie? Żelazna dyscyplina? A może jakieś mega super hiper magiczne sposoby?  #bulletjournalpolska #planner #journal #bulletjournal #girlboss #onlygoodvibes #advertisingagencygirlplanner #planujebolubie #planujposwojemu #kreatywneplanowanie #planer #organizer #notes #organizacjacodzienności #planowanieprzyszłości #małecele #cele #postanowienia #kreatywnienacodzien

A post shared by Dziewczyna z agencji (@dziewczynazagencji87) on

 

Jakie są Wasze pierwsze doświadczenia z Bullet Journal? Z jakimi opiniami na temat Bullet Journal się spotykacie? 

 

Main photo by Jessica Lewis on Unsplash

Dodaj komentarz

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com