Kto wierzy w gusła?

O przesądach słów kilka – co oznaczają i skąd się wzięły, a także czym jest heurystyka dostępności i zależność magiczna? W sam raz na piątek 13.

„Kto wierzy w gusła temu dupa uschła”, zwykła mawiać moja babcia nieboszczka przy okazji lamentu nad rozbitym lustrem. Bo któż z nas nie wierzy lub nie wierzył kiedyś, że jeśli zbije lustro, to będzie miał 7 lat nieszczęścia? Na co dzień o tym nie myślisz, ale gdy tylko zbijesz lustro przez przypadek, sam zobaczysz, że zwyczajnie się można przestraszyć.

Ciągle się zastanawiam, jak możliwym jest, że w dobie rozwiniętych technologii, Internetu, mass mediów, w XXI wieku rozpaczamy nad stłuczonym lustrem, boimy się piątku 13 czy też omijamy przejście pod drabiną.

Całkiem niedawno miałam okazję uczestniczyć w naukach przedmałżeńskich. Ksiądz prowadzący skierował do nas pytanie na temat znajomości przesądów związanych ze ślubem. Z sali padały odpowiedzi typu – coś niebieskiego, coś pożyczonego, deszcz to zwiastun dużej ilości kasy i oczywiście osławiona już literka „r” w miesiącu ślubu jako gwarancja szczęśliwego, wspólnego życia. Kiedy z ust prowadzącego padło pytanie – dlaczego musi być literka „r”? – w odpowiedzi dało się słyszeć, że przynosi szczęście, tak ot po prostu. Skąd to do nas przyszło?

Geneza tego przesądu nie jest do końca jasna. Z jednej strony gdyby sięgnąć do numerologii, okazałoby się, że litera r odnosi się do cyfry 9, która to z kolei jest symbolem szczęścia.

Gdyby tak zajrzeć do naszych śródziemnomorskich przyjaciół, to wyjdzie na jaw, że tam jednak bardzo rzadko bierze się śluby w czerwcu, sierpniu, wrześniu. Zupełnie odwrotnie niż u nas. Z czego to wynika? Otóż miesiące wyżej wskazane w klimacie śródziemnomorskim są bardzo upalne. Od końca maja aż do września pogoda daje się mocno we znaki. We wrześniu z kolei mamy końcówkę wzmożonych prac rolnych i dopiero od października panuje względny spokój, a i pogoda daje trochę ulgi. Z tego też powodu decydowano, że ślub najlepiej brać w tych nie ciepłych miesiącach czyli Enero, Febrero, Marzo, Abril, Octubre, Noviembre, Diciembre (j. hiszpański) – miesiące, które mają literkę „r” w nazwie. Całkiem sprytne i kompletnie niezrozumiałe z jakiego powodu przeszło to na nasz rodzimy ogródek i dlaczego wierzymy, że litera „r” przyniesie nam szczęście.

Wszyscy wiemy, że piątek 13 to dzień pechowy. Dokonujemy podwójnego sprawdzenia czy zamknęliśmy drzwi od domu, czy wyłączyliśmy żelazko, nie jemy ryby, aby nie udławić się ością – robimy wszystko, co uchroni nas przed pechem. Podobno ta felerna data ma swój początek w 1307 roku, kiedy to 13 października, w piątek właśnie, aresztowano cały zakon rycerski Templariuszy, konfiskując im przy tym majątek, w odpowiedzi na oskarżenie ich o herezję i sodomię (co było kłamstwem ówczesnego króla Francji Filipa IV – dłużnika Templariuszy). Konfiskata całego majątku i areszt w piątek 13? Pech na całej linii.

W poszukiwaniu przykładów z życia codziennego, kiedy zdarza nam się wierzyć w przesądy, trafiłam na forum, na którym jakaś nieszczęśnica zadała pytanie – STŁUKŁAM LUSTERKO – JAK ODGONIĆ NIESZCZĘŚCIE? Jaka jest na to rada?

Skąd wiara w to, że stłuczone lusterko to 7 lat nieszczęścia? Kiedyś lustro było przedmiotem zbytku. Nie każdy mógł sobie pozwolić na taki „luksus”, dlatego kiedy uległo stłuczeniu pojawiał się problem, gdyż nie był to towar dostępny od ręki w sklepie. Może nie było to 7 lat nieszczęścia, ale jakiś czas, aż do domu nie zawitało nowe.

A gdyby tak czarny, puchaty kot Kaziu przebiegł Wam drogę? Od wieków wierzono, że czarny kot związany jest z czarną magią, stąd obawa przed tymi stworzeniami. Co ciekawe, w Wielkiej Brytanii trzęsą portkami jak zobaczą kota w bieli.

Uwarunkowania tradycyjne i kulturowe są dla mnie jakby oczywiste – z dziada pradziada „dziedziczymy” pewne przyzwyczajenia. Nie przechodzimy pod drabiną, łapiemy się za guzik kiedy widzimy kominiarza, nie do końca zdając sobie sprawę dlaczego tak właśnie postępujemy. Z pomocą w takich przypadkach, przychodzi nam psychologia. Oczywiście jej wytłumaczenie może nie być wystarczające dla tej grupy osób, która w przesądy wierzy, ale przynajmniej w części wytłumaczy tym nie do końca zdecydowanym co do wierzeń w gusła.

W psychologii społecznej spotykamy się z pojęciem heurystyki dostępności, które mówi o pewnego rodzaju skrótach myślowych, które wykorzystujemy w codziennym życiu. Zazwyczaj za najbardziej prawdopodobne uznajemy sytuacje i zjawiska, które są nacechowane emocjonalnie i łatwo nam przywołać je przez to z pamięci. Do takiego procesu dochodzi wtedy, gdy niezwiązane ze sobą sytuacje, następują po sobie, np. zobaczyłam czarnego kota i tego dnia zgubiłam klucze od mieszkania. Kiedy następnym razem zobaczę czarnego kota moja świadomość podpowie mi, że będę miała pecha.

Błąd o jakim mowa powyżej jest nazwany w psychologii społecznej zależnością magiczną. Coś, co nie istnieje w rzeczywistości, istnieje w naszym przekonaniu przez wzgląd na wcześniejsze doświadczenia. Z czasem doklejamy w naszej pamięci te fakty, które pasują do naszej teorii, bo zapamiętujemy je łatwiej i tworzymy nowe reguły. Dzięki takiemu mechanizmowi powstają zabobony i przesądy, które znamy z naszej codzienności.

Lubisz grać w Chińczyka? Tam, aby wyjść z tzw. domku, musisz wyrzucić dwa razy cyfrę 6 (przynajmniej w mojej wersji gry tak jest). Zakładamy, że ktoś chucha  na kostki i udaje się – ma dwie szóstki. Tym oto sposobem wzmacniasz w sobie reakcję chuchania i wzrasta prawdopodobieństwo, że sam będziesz tak robił.

Innym razem skreślasz kupon na loterii – kreślisz swoją datę urodzenia, imienin. Załóżmy, że wygrywasz (kto by nie chciał?). Zostaje wzmocniona Twoja wiara w „swoje szczęśliwe liczby”.

Mimo iż osobiście nie wierzę w przesądy to przyznam się przed Wami, że zdarza mi się trzymać pewnych schematów, przyzwyczajeń, czasami w obawie, że być może coś w tym jednak jest? Może ten kominiarz faktycznie przyniesie mi szczęście, a czarny kot, który właśnie przebiegł mi drogę to znak ostrzegawczy, że za chwilę coś się wydarzy? Lepiej przecież dmuchać na zimne, prawda? Tak więc:

– ślub wzięłam w miesiącu z literką „r”

– w piątek 13 zawsze jestem bardziej uważna niż zwykle

– kiedy stłukę lustro to bardzo szybko biegnę kupić nowe, ale sposobu na karmienie 7 kotów jeszcze nie wypróbowałam

– zawsze chucham na kostki, kiedy gram w Chińczyka

– za swoją szczęśliwą liczbę uważam 6

– chciałabym znaleźć czterolistną koniczynę, na szczęście!

 

Udanego piątku!

 

W wyjaśnieniu zagadnień z psychologii pomogła mi książka profesora Philipa Zimbardo „Psychologia i życie”

 

fot. Pixabay

5 komentarzy

  1. Kamila | Z naciskiem na szczęście

    18 października 2017 at 09:15

    U mnie prawdziwy piątek 13, skręciłam kostę wychodząc z auta, na dodatek potem przerwróciłam się i coż noga w szynie

  2. Marta

    18 października 2017 at 09:08

    Post specjalnie dla mojej mamy. Z dystansem. Super 🙂 Pozdrawiam i zapraszam na szwalniamaterii.blogspot.com

  3. Max

    13 października 2017 at 11:30

    …boli mnie głowa…a to przez ten piątek trzynastego…muszę odprawić reiki to mi przejdzie…

  4. Karola

    13 października 2017 at 07:55

    Po wczorajszej rozmowie i kilku dla mnie cennych uwagach…. dzisiaj cześć moich pracowników … dostała gorączki i nie przyszła do pracy…. nic mnie nie zostaje jak tylko powiedzieć…. ze to jednak będzie dobry dzień….?poczta po 21 dniach dostarczyła list polecony priorytetowy… jest dobrze…

    1. Dziewczyna z agencji

      13 października 2017 at 08:07

      to jakiś wirus, który na bank krążył wcześniej, jeszcze przed piątkiem 🙂 Karola! Mimo to głowa do góry! Dobra wiadomość jest taka, że to piątek 🙂

Dodaj komentarz