Analogowe dziewczyny w cyfrowym świecie

Rachunki płacę przez Internet, zdarza mi się robić zakupy online. Kiedy szukam znaczenia jakiegoś słowa, sięgam po słownik na smartfonie. Czytam e-booki, choć kocham papierowe wersje książek. Ze smartfonem nawet się modlę! bo ułatwia mi to aplikacja, która jest modlitewnikiem. Swoją drogą, kilka lat temu miałam okazję zostać zbesztaną za używanie telefonu w kościele. Podczas gdy odmawiałam modlitwę, wspierając się apką na smartfonie, pewna starsza pani upomniała mnie, że w kościele to się modli, a nie gra w gry! Serio?!

Mimo, że cyfrowy świat nie jest mi obcy i korzystam z jego dóbr codziennie, w pewnych kwestiach pozostaję ciągle analogowa. Jak wiecie, pałam ogromną miłością do analogowego systemu planowania i organizacji, jakim jest bullet journal. Nie wyobrażam sobie dnia, w którym to nie sięgam do swojego notesu i nie organizuję codzienności. Plany, pomysły, nowe teksty na bloga zapisuję na kartkach, długopisem lub piórem. Zapominam o istnieniu Evernota, notatek w telefonie czy kalendarzu Google. Papier to papier. W tej kwestii jestem staromodna i gdyby tylko wiadomości pisane odręcznie, trafiały w takim tempie do adresata jak smsy, zdecydowanie przeniosłabym się na papierową formę komunikacji. Po prostu tak mam – kocham papier i to się już chyba nie zmieni.

Podczas gdy moi znajomi zachwycają się nowymi aplikacjami do rozpisywania projektów, ja rysuję strzałki w notesie, a kwestie najważniejsze zakreślam kolorowym Stabilo. Jestem analogowym dzieckiem. Wspominałam o tym przy okazji mojego tekstu na temat – czym jest bullet journal i dlaczego dla mnie to planer idealny? Ja po prostu kocham odręcznie pisać, kreślić i rysować. Od niepamiętnych czasów spędzałam godziny w sklepach papierniczych i zostało mi tak do dzisiaj. Marzę o napisaniu książki, ale w formie rękopisu, a wszystko to z uwielbienia do słowa pisanego, najlepiej piórem ze srebrną stalówką.

Bullet Journal to mój, totalnie mój notes, dostosowany całkowicie do moich potrzeb. Potrzebuję na notatki 3 strony? Nie ma z tym problemu! Dwa tygodnie będę na urlopie i nie potrzebuję kalendarza? Nic prostszego – przynajmniej nie zmarnują się kartki i 20 stron, które w tradycyjnym kalendarzu zostałyby po prostu niezapisane. Za to kocham ten system organizacji – swoboda i personalizacja potrzeb.

Podczas gdy większość moich znajomych twierdzi, że jestem ostatnią pisząca odręcznie na świecie, ja dotarłam do osób, które podobnie jak ja, nie rozstają się ze swoimi notesami. Poznajcie Anię, Dominikę, Gogę i Małgosię – analogowe dziewczyny w cyfrowym świecie, które zapytałam dlaczego zdecydowały się na prowadzenie bullet journal, mimo całej masy planerów i organizerów w formie cyfrowej.

 

Ania, właścicielka bloga Rychtyg

Świat kręci się wokół cyfrowych rozwiązań, ba! ja sama kręcę się wokół cyfrowych rozwiązań w pracy i w życiu. Ale mimo tego, że przy komputerze spędzam większość każdego dnia, a pozostałe urządzenia elektroniczne skrzętnie zliczają przebyte kroki/pokonane przewyższenia/przespane godziny, to w planowaniu życia pozostałam offline. Dlaczego?

Po pierwsze, tworzenie list “to do” na papierze wymaga ode mnie więcej uwagi, jest to forma zobowiązania się do zrobienia danego zadania, moment zastanowienia, którego nie daje chociażby zintegrowanie się z komórkowym kalendarzem i automatyczne zarządzanie obowiązkami.

W kwestii treści jestem żurnalistką-minimalistką, nie dla mnie rysunki czy skomplikowane diagramy. Planowanie w notatniku nie zajmuje mi więc wiele czasu, a mimo to jest to przyjemny rytuał i coś co daje mi poczucie satysfakcji. Zoptymalizowana lista zadań na tydzień? +10 do wygrywania życia. I być może – być może mogłabym spróbować odwzorować to triumfalne uczucie przy pomocy komputerowych i telefonowych aplikacji, ale tu akurat w sukurs przychodzi ostateczny argument: och, papier. Owszem, jestem treściową minimalistką, ale w kwestii opakowania nie uznaję umiaru, dziękuję bardzo. Sklep papierniczy to świątynia, a notatników trzeba mieć zawsze na zapas. Zawsze pięknych, bo jak wygrywać życie, to w pięknym stylu.

 

Dominika, czyli Panna Geodetka

O ile jestem dużą zwolenniczką cyfrowych rozwiązań, o tyle w przypadku Bullet Journala i innych narzędzi do planowania chętnie zostałam przy pisemnej formie. Totalnie nie umiem korzystać z cyfrowych kalendarzy i innych aplikacji do organizacji czasu. Ciągle wydaje mi się, że nie są po prostu wystarczająco dobre. Mam wrażenie, że nie widzę w nich wszystkiego, że rozkład miesiąca czy tygodnia nie daje mi dostatecznie dobrego widoku i że coś mi jednak umknie.

Poza tym to tylko programy – zaprogramowane przez kogoś schematy, zgodnie z czyjąś (a nie moją 🙂 ) koncepcją, które dla kogoś może okazały się dobre i przejrzyste, ale dla mnie niekoniecznie takie są. Często chciałam zapisać sobie jakąś datę w kalendarzu na telefonie, a ten z kolei wysyłał mi później irytujące powiadomienia. Cyfrowe monitory czy ekrany bardzo szybko męczą mój wzrok i nie dają mi się dostatecznie dobrze skupić. Sama bardzo dużo czasu spędzam używając telefonu i odruchowo przeglądając aktualności w social mediach, dlatego tym bardziej staram się odejść od korzystania z cyfrowych urządzeń, jeżeli nie jest to konieczne. To zupełnie tak jak z notatkami pisanymi na komputerze – umiem z nich korzystać jedynie po wydrukowaniu.

Bullet Journal przede wszystkim pomaga mi w organizacji i jest po prostu mój. Nie korzystam z gotowych rozwiązań, tylko sama jestem twórcą tego, czego aktualnie potrzebuję. Poza tym podczas tworzenia BuJo mogę się przede wszystkim wyżyć artystycznie – a to uwielbiam!

Ten system planowania obudził znów we mnie wewnętrzne dziecko, które kocha kredki, farby, zakreślacze, kolorowe tasiemki i naklejki. Wiem, że cała ta „otoczka” związana z dekorowaniem Bullet Journala jest zbędna, ale często to właśnie ona sprawia, że korzystanie z tego systemu sprawia mi taką przyjemność. U mnie dużą rolę w planowaniu odgrywają dane kolory, czcionka, sposób zapisania, jakieś dodatkowe symbole i strzałki, które niekoniecznie są do odzwierciedlenia w cyfrowej aplikacji.

Poza tym uwielbiam różnego rodzaju notatniki i notesy, zwłaszcza, gdy są nowe. Jestem totalnie papierniczym freakiem. Dużą przyjemność daje mi przekładnie stron, oglądanie, głaskanie kartek oraz ręczne zapisywanie listy rzeczy do zrobienia i planów na najbliższe dni, tygodnie, miesiące… Uwielbiam chwilę spędzone z moim Bujo. Mogę się wtedy zrelaksować, wyciszyć i odpocząć. Cyfrowe aplikacje mi tego po prostu nie dają.

View this post on Instagram

Ktoś mi powie, co się stało z pogodą? 😰 Kilka dni temu milion stopni, a od wczoraj zimno, ☔, wiatr i trzeba chodzić w dresach i ciapkach, bo można zamarznąć 🤦🏼🤦🏼 Dzisiaj jadę z rodzinką do mojej chrześnicy na jej 1 roczek 😍, później mecz 🇵🇱, więc teraz przysiadami trochę do gleboznawstwa, ale totalnie mi się nie chce 🤷🏼 Jednak znacznie lepiej mi się pracuje z nożem na gardle 😂😂 No ale muszę się trochę ogarnąć, bo później znów będę pluć sobie w brodę, że mogłam wcześniej się pouczyć…Na szczęście są papiernicze przydasie, ładne notatki i choć trochę można się tym zmotywować przynajmniej do czytania i podkreślania 😌 Niezmiennie pastelowe @stabilopl, które po prostu ubóstwiam, biedronkowy żelowy długopis z ananasem i moi ostatni ulubieńcy od @staedtler_in_poland 😍 A Wy macie jakieś ulubione pisadła i zakreślacze? Możecie mi coś polecić, bo trzeba robić już jakąś wishliste na nowy rok akademicki 😂😂 Ja uciekam i życzę Wam Kochani miłego (i oby choć trochę słonecznego) dnia 😘 #studygram #studyinspo #studying #study #productivity #studyblr #inspired #stationery #studia #university #notetaking #notes #stabilo #staedler #staedtlertriplus #confy #work #myspace #studyspace #pastel #planner #planer #plannergirl #bujo #bulletjournal #tea #teatime #ciapki

A post shared by studygram ☕👷🏼‍♀️ (@panna_geodetka) on

 

Goga, właścicielka bloga Messy Head

Planuję od kilku lat korzystając z systemu bullet journal. Służy mi on do pracy, projektów kreatywnych, kilku blogów i codzienności. Zaczęłam planować z pomocą tego systemu w październiku w 2015 roku. Mimo całej słabości do wszelkich rzeczy papierniczych uważam, że najlepszy jest umiar, choć trudno się oprzeć kolejnym długopisom, pastelowym zakreślaczom czy samoprzylepnym karteczkom. Korzystanie z bujo jest wygodne, łatwe i wbrew opinii niektórych – nie zajmuje aż tak dużo czasu. Jeśli nie wiecie jak zacząć – polecam najpierw spróbować planowania w zwykłym notesie, a dopiero później inwestować w inne rzeczy.

View this post on Instagram

Rozpisywanie strategii na przyszły miesiąc to coś, co lubię najbardziej 🙂 Dzięki temu, że zaczynam wcześniej – oszczędzam czas, który dla mnie jest bezcenny. Szczególnie przy małym dziecku. W sierpniu robimy sobie z moim mężem kolejne 2 tygodnie urlopu (wcześniej mieliśmy 2 tygodnie urlopu w czerwcu). Tym razem, tydzień odpoczywamy i robimy sobie reset od sieci, a drugi tydzień pracujemy przy otwieraniu dwóch sklepów internetowych, więc będzie się działo. Nie mogę się doczekać! 🙂 A Wy? Planujecie już sierpień? 🙂 Jakie macie plany na nowy miesiąc? ———————————————————————————————– #planningahead #planowanie #organizacjaczasu #morning #goodday #strategy #onlinebusiness #summer #positivevibesonly #solopreneur #freelance #freelancer #stabilopl #stationery #planning #socialmedia #własnafirma #organizacja #właśniedzisiaj #colors #home #homeoffice #mood

A post shared by Goga (@gogax91) on

 

Małgosia, właścicielka bloga Z kontekstu

Bullet journal to więcej niż kalendarz, to moje hobby. Wolę taki planner od cyfrowego terminarza głównie ze względu na jego bardzo spersonalizowany charakter. Projektując okładkę i rozkładówkę na każdy miesiąc, zawsze kieruję się osobistymi skojarzeniami i preferencjami. Na wspomnienie września od razu przychodzą mi na myśl rodzinne wycieczki na grzyby, wrześniowym motywem w moim bujo są więc grzybki w akompaniamencie paproci. Może trochę koślawe, ale moje. Istotnym elementem bullet journala są trackery, czyli swojego rodzaju monitoring wybranych czynności lub nawyków. Używam ich do śledzenia częstotliwości nauki języka, treningów, czy nawet zdrowego odżywiania. Owszem, można by do tego samego używać specjalnych aplikacji, a wszystkie ważne sprawy zapisywać w kalendarzu w telefonie, ale wielką przyjemnością jest usiąść wieczorem po pracy z długopisem w ręku, pogładzić papier i podsumować miniony dzień oraz zaplanować następny.

 

Jak widać papierowych frików jest na świecie o wiele więcej niż mogłoby się wydawać. Nie jestem odosobnionym przypadkiem. Czy udało nam się przekonać Was do rozpoczęcia przygody z bullet journal? A może wręcz przeciwnie? W jaki sposób planujecie i organizujecie swoją codzienność? 

————————————————————————————————————————————-

Jeśli przynajmniej choć trochę interesuje Was tematyka kreatywnego planowania zapraszam do naszej grupy na Facebooku – Bullet Journal Lovers Poland.

 

Dodaj komentarz

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com