A gdyby tak świat się skończył?

Niebezpieczne są te moje, ostatnie rozważania nad światem. Najpierw stwierdziłam, że świat ryje mi banię (jeśli nie czytaliście to wpadnijcie tutaj), a teraz zastanawiam się nad tym, co by było gdyby świat nagle się skończył?

Nie lubię fantastyki. Zawsze kojarzyła mi się z totalną improwizacją, bezcelowością, mówieniu o niczym, wymyślaniu nowego koła. Choć umówmy się – improwizować to też trzeba umieć! Nie przepadam za filmami science fiction, nie rozumiem fenomenu Gwiezdnych Wojen i nie czytam Sapkowskiego. Myślę sobie, że dziwna jestem w tym swoim nielubieniu tego gatunku, bo hobbici Tolkiena mnie zafascynowali, a saga o Harrym Potterze to jedna z serii, do której wracam co jakiś czas, a film oglądam jak tylko mam ku temu okazję.

Jakiś czas temu, znajomy mol książkowy polecił mi „Drogę” McCarthyego. Przyznam, że podeszłam do tematu sceptycznie. Wszystkie te Pulitzery, Nike, Orle Pióra czy Hugo skutecznie mnie odstraszają, podobnie jak Oscary w przypadku filmów. A „Droga” właśnie takiego Pulitzera otrzymała… I dzisiaj już wiem, że całkiem słusznie… Dzisiaj jestem przekonana również, że literatura fantasy może wgniatać w fotel i to nie dlatego, że występują w niej smoki, mary i statki kosmiczne, ale dlatego że pokazuje prawdę o naturze człowieka.

Spróbujcie sobie wyobrazić pustynny, pokryty popiołem krajobraz. W zasięgu wzroku brakuje zielonej roślinności, szybującego w przestworzach ptaka, brakuje żywej duszy. Na środku tego pustkowia Wy – pozbawieni dachu nad głową, objuczeni tobołkami, wypchanymi resztkami jedzenia, dodatkowym okryciem, jakimiś narzędziami. Bezimienni pośród zgliszczy świata.

W takich okolicznościach poznałam ojca i syna, głównych bohaterów „Drogi”, samotnie wędrujących po świecie, którego już nie ma. Zdawałoby się, że kiedyś niezniszczalna cywilizacja, teraz okruchy i znikome ślady działalności człowieka. Noc przeraża swoją ciemnością, dzień nie daje wystarczająco światła, aby mieć nadzieję że nadejdzie lepsze jutro. Jesteśmy świadkami drogi dwóch, samotnych wędrowców w pogoni za … niczym, bo świata który dotąd znali, już nie ma. Narastający głód, zmęczenie, frustracja – czy taka wędrówka ma sens?

I dzisiaj moim celem nie jest odpowiedź na pytanie czy to ma sens. Nie jestem w stanie też odpowiedzieć, a nawet wyobrazić sobie co by było gdyby świat nagle się skończył. Jednak z całej powieści McCarthego, z postapokaliptycznej wizji świata wysuwam kilka wniosków, które zostawiam Wam drodzy Czytelnicy do przemyślenia.

Celem każdego człowieka jest przetrwanie za wszelką cenę. Gdyby nie obowiązywały nas zasady, moralność to kto wie, czy sami siebie nie oddalibyśmy śmierci, bo gdzieś w głębi jesteśmy podłym gatunkiem? Może kiedyś na ziemi zostanie tylko pustka i śmierć, a ludzie to tylko skazańcy, którzy zmierzają ku wyginięciu?

Czy w obliczu jakiejkolwiek katastrofy nadal wierzylibyśmy w wartości? Czy natura nie zrobiłaby nam psikusa i nie uruchomiła najprymitywniejszych instynktów, bo poczucie zagrożenia i chęć przetrwania są silniejsze niż człowieczeństwo?

Czy aby mieć miękkie serce, trzeba mieć twardy tyłek? Oczami wyobraźni widzę chłopca z kart powieści McCarthyego i zastanawiam się czy to świadomy zabieg autora książki oraz celowe idealizowanie postaci, która w obliczu zagrożenia, pozbawienia środków do życia, nadal zachowuje w sobie dobro. Bo taki jest jeden z głównych bohaterów – nieskażony, niezepsuty straconym światem, ciągle wrażliwy na krzywdę innych ludzi. Katastrofa nie zabiła w nim człowieczeństwa. Czy to w ogóle możliwe?

Dopóki się nie poddajemy, dopóty żyjemy pełnią życia. Czasami upadając i podnosząc się, ale ciągle wierząc w powodzenie swojej misji w życiu. Spodziewając się kłopotów przez cały czas, będąc gotowymi na problemy, które „(…) pojawiają się wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy”.

W końcu myślę sobie, że rodzicielska miłość to jedna z największych, bezwarunkowych, totalnie bezgranicznych miłości, jakich świat może być świadkiem. To miłość trudna, która każe żyć, kiedy to życie i tak nie ma najmniejszego sensu. W przypadku bohaterów „Drogi” to taka miłość w czasach zagłady. Przekonacie się o tym bardziej, gdy tylko sięgnięcie po lekturę Drogi, do czego Was serdecznie zachęcam. Dla tych, których czytanie boli mam dobrą wiadomość – powieść zekranizowano 🙂

Czy wizja McCarthyego to jedna z możliwości końca naszego świata? Czy szanujemy to, co posiadamy? Czy doceniamy dach nad głową i dostęp do bieżącej wody? Czy „Droga” jest swoistą przestrogą? Zostawiam do przemyślenia…

 

Kiedyś w górskich potokach żyły pstrągi źródlane. Widać je było, jak stoją w bursztynowym nurcie, a białe krańce płetw drgają delikatnie w płynącej wodzie. W ręku pachniały mchem. Wypolerowane, muskularne, torsyjne. Na grzbietach miały ślimacznicowate desenie, które były mapami nastającego świata. Mapami i labiryntami. Tego, czego nie można odtworzyć. Czego nie można naprawić. W głębokich dolinach, gdzie żyły, wszelka rzecz była starsza od człowieka i tchnęła tajemnicą. 

 

A gdyby tak jutro świat się skończył? 

7 komentarzy

  1. Klaudia

    28 marca 2018 at 10:42

    Jeśli chodzi o fantastyke, to ja kocham wszelkie baśnie, bajki, fantastyke naukową itd. ale pod warunkiem, że jest wciągająca fabuła. Pięknie piszesz o książce „Droga”, a przekonuje mnie ta lektura tym bardziej, że sprowokowała Cię do tak ważnych przemyśleń. Jestem fanką V. Frankla i uważam, że zawsze mamy wybór, a nasze przetrwanie zależy od poczucia sensu w życiu…

    1. Dziewczyna z agencji

      28 marca 2018 at 10:50

      Klaudia dzięki za odwiedziny 🙂 Sprawdzę książki Frankla. I z tym przetrwaniem masz rację…. bez poczucia sensu nic nie ma sensu 🙂

  2. kalablizejcelu

    28 marca 2018 at 09:46

    Ja jestem zdania, że powoli się kończy. Patrząc na to, co się dzieje na świecie, wiem, że człowiek człowiekowi zgotował ten los.

  3. Mariusz

    19 marca 2018 at 09:53

    Może chociaż Piekara albo Pilipiuk. Jak nie, to już nic się nie da zrobić. Renn – czas na większe działa 😀

    1. Dziewczyna z agencji

      19 marca 2018 at 10:15

      heheh a żeście się czepili 😛 🙂

  4. Renn

    17 marca 2018 at 18:58

    ale jak to …nie lubisz Sapkowskiego ? Trzeba zacząc indoktrynację !

    1. Dziewczyna z agencji

      18 marca 2018 at 09:47

      śmiało próbuj 🙂 niech mnie ktoś w końcu przekona 🙂

Dodaj komentarz

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com