7 miesięcy później czyli jak nie ogarnęłam bloga

Bo ma być perfekcyjnie!

Bo tekst jest za długi/za krótki!

Bo motyw jest do bani!

Bo logo jest mało profesjonalne!

Decyzję o założeniu bloga podjęłam na początku 2015 roku. Co od tego czasu pozostało niezmienione?

Raptem jego nazwa. Przeszłam przez tylko (o dziwo!) dwa szablony na wordpressie, ale szereg wymówek po drodze spowodował, że startuję dopiero teraz czyli 7 miesięcy po wyznaczonym deadline na 15 marca 2017.

O początkach bloga słów kilka…

Domena była dla mnie oczywistością. Odkąd zaczęłam pracę w agencji reklamowej, a szefowa obdarowała mnie koszulką z napisem Dziewczyna z agencji, wiedziałam co się święci. Poczułam nieopisaną wręcz więź, łączącą mnie z tym przydomkiem – coś jak Bolesław Śmiały czy Chrobry. Ona po prostu do mnie pasowała – do mojej codzienności, do mnie całej jak rozmiar S w Zarze.

Wykupiona domena za symboliczną złotówkę była pierwszym, poważnym krokiem. Napisałam nawet kilka słów o sobie, poczyniłam trochę tekstów na start i … na tym się skończyło. Chciałoby się powiedzieć, że pochłonął mnie melanż, ale nic z tych rzeczy. Pokonało mnie życie, a raczej sama siebie pokonałam – niezdecydowaniem, wiecznym „boję się”, zwlekaniem, marudzeniem, że jednak to nie to.

Kiedy pod koniec 2016 roku przypiliło mnie na blogowanie ponownie, wiedziałam że nie da się uciec przed przeznaczeniem. Odkąd pamiętam zawsze pisałam – na skrawkach papieru, w zeszytach, kalendarzach… Wszystko zawsze lądowało w szufladzie. Swoimi „przemyśliwianiami” dzieliłam się z przyjaciółką, pozbawiając świat tej garści myśli, słów, treści, wylewających się z głowy.

Plan był jeden – po prostu wystartuję choćby się waliło i paliło. Przecież nie mogę tego zmarnować. Wróciłam do swoich starych tekstów, które należało podrasować, zreperować i zredagować. Ubłagałam jeszcze „nie męża”, cudotwórcę i mistrza IT, o ponowne zainstalowanie WordPressa. Wybrałam cudny motyw, wrzuciłam kilka tekstów, wyszperałam sto zdjęć, potem kolejne pięćdziesiąt (i one wcale do niczego nie pasowały, ale je miałam), zrobiłam logo, założyłam fanpejdża (blogerka pełną gębą) i na końcu odkurzyłam instagram.

Wyznaczyłam też deadline, bo tak radzili specjaliści od planowania i wyznaczania celów. Nie napisali jednak, że w deadline mogą Ci przeszkodzić kwestie techniczne, które krótko przed 15 marca skutecznie mnie wstrzymały. Kiedy mój jeszcze „nie mąż” (wtedy narzeczony) stanął na wysokości zadania, spiął pośladki, naprawił wszystko … to pokonało mnie życie po raz kolejny.

W czasie od 15 marca do dzisiaj zdążyłam:

  • wyrobić 80% planu sprzedażowego w pracy
  • ogarnąć event, zwany weselem, na 60 osób
  • wyjść za mąż
  • skończyć 30 lat
  • zjeść z tej okazji przepyszny tort
  • pojechać na wakacje i tam przytyć ze 3 kg
  • odpowiedzieć na milion pytań znajomych, którzy wiedzieli o moich zamiarach, pt „co z Twoim blogiem”, „kiedy Twój blog wystartuje”, „dlaczego nie uruchomiłaś tego bloga”, niekoniecznie satysfakcjonująco dla osoby pytającej
  • wprowadzić w stan nerwicy swojego już męża, mówiąc że ciągle się jeszcze zastanawiam nad tym blogiem
  • ostro się wkurzyć i zakasać rękawy, aby w końcu pospinać to do końca i wpuścić w sieć kawałek siebie

Tak oto jestem! W prawdzie nie cała na biało, ale na kolorowo, bo życie to tęcza, paleta barw jak przy farbach Tikurilla, kolory pantone w połysku i macie. I tak naprawdę to wcale nie te kwestie techniczne, nie zdjęcia lub ich brak i nawet nie zapracowanie mnie blokowały – blokowała mnie głowa i wspomniane wcześniej, wieczne „boję się”.

Dzisiaj nadal trochę się boję 🙂 – że nie wystarczy mi pomysłów i czasu aby zadowalać świat swoimi tekstami, że przerośnie mnie krytyka albo kompletny jej brak. Jednak jestem tu, bo nie chciałabym żałować, że zwyczajnie nie spróbowałam. Chcę się potykać i podnosić, poprawiać i polepszać, chcę się rozwijać…

I jeśli nadal masz wątpliwości mój drogi Czytelniku czy zrobić w swoim życiu kolejny start to wiedz, że jest to najlepszy moment, bo każda minuta, sekunda są dobre jeśli tego naprawdę chcesz. Nie czekaj – zacznij już teraz.

fot. Pixabay

 

8 komentarzy

  1. holly

    21 listopada 2017 at 13:01

    Ja swojego nowego bloga na WP też odłozyłam. Na Blogspocie wszystko jest proste i zrobione już. Tam jest sporo do indywidualnej pracy. Narazie pochłania mnie stary,a le jak się ogarnę ze świątecznym szałem, to zaczynam przygodę na własnej domenie.

    1. Dziewczyna z agencji

      21 listopada 2017 at 13:04

      Zdecydowanie polecam pracę na własnej domenie 🙂 trzymam zatem kciuki za płynne przejście 🙂

  2. Łukasz Ch.

    4 października 2017 at 13:27

    Fajnie piszesz Dziewczyno 😉

    1. Dziewczyna z agencji

      4 października 2017 at 13:29

      Dzięki Łuki 🙂

  3. Stephen

    4 października 2017 at 10:20

    Powodzenia ! Czyta się bardzo fajnie i tylko pozostaje pytanie: kiedy kolejny wpis i czy będą się pojawiały cyklicznie ?

    1. Dziewczyna z agencji

      4 października 2017 at 10:26

      Kolejny już wkrótce 🙂 Będą pojawiały się cyklicznie. Cierpliwości!

  4. nataleska

    3 października 2017 at 18:24

    Ale jaka lekkość pióra ! Cudowny kawałek podłogi 😉
    Dziedziczka chwilowo po 40stce!

    1. Dziewczyna z agencji

      3 października 2017 at 18:34

      Tylko dywanu na tej podłodze zabrakło! 🙂

Dodaj komentarz